Wychowujesz syna… dla synowej… nie dla siebie!

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, ponieważ dostałyśmy list od jednej z Pań, która czyta naszą Fabrykę. Oczywiście, takie listy bardzo nas cieszą i obiecujemy na wszystkie odpisywać. Smutne jest tylko to, z jaką sprawą Pani “Małgorzata” do nas napisała. Temat jest wszechobecny i może dotyczyć nie tylko jej, ale i innych żon, dlatego postanowiłyśmy go opublikować (za zgodą autorki). Imiona w liście zostały specjalnie zmienione, ponieważ nasza czytelniczka chciała zostać anonimowa.

Droga Kasiu,

Czytam regularnie Fabrykę Kobiecości, a szczególnie podoba mi się rubryka małżeńska, która prowadzisz. Artykuły są naprawdę piękne i pokazują miłość małżeńska taką, jak powinna być. Jestem, nie ukrywając o to zazdrosna, ponieważ niestety moje życie małżeńskie tak pięknie nie wygląda. Nie chodzi o to, że jestem jakoś źle traktowana, czy trafiłam na sadystę. Myślę, że to było by łatwiejsze w rozwiązaniu, bo od razu bym odeszła. Mój mąż jest gorszym przypadkiem, przynajmniej w moim odczucie. Jest maminsynkiem. Nie potrafię z tym walczyć, ani go zmienić, bo moja teściowa, zakochana w swoim synku mamusia, cały czas swoim zachowaniem mi to uniemożliwia. Prawda jest też taka, że nie wiedziałam za kogo tak naprawdę wychodzę za mąż. Owszem, mąż mieszkał z rodzicami przed ślubem, ale ani nie mieszkaliśmy razem, spotykaliśmy się na randach, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tak źle. Ale może zacznę od początku.

Małżeństwem jesteśmy  cztery lata. W domu pracuje tylko ja. Mój mąż, co chwile pracę traci. Powody są ciekawe – zawsze jest według mojego męża wina szefa. Albo ktoś go nie docenia, albo zarabia za mało, a stać go na więcej, albo ktoś mu zwraca uwagę, że ma coś poprawić, a on tego nie lubi. Najgorsze jest, że we wszystkich jego decyzjach jego mama go popiera. Co chwilę słyszę: „Tak synku, zostaw tę pracę, stać cię na więcej. Przecież Gośka pracuje. Dlaczego ty masz się męczyć, jak ci źle”. Wszystko było by nawet normalne, bo czasy się zmieniły, teraz mogą pracować kobiety, a mężczyźni mogą być w domu, gdyby on w tym domu „bywał”. W momencie, kiedy mój mąż nie pracuje, siedzi w domu, nic nie zrobi, nie posprząta nawet w koło siebie. Wstaje z łóżka około południa, idzie zrobić sobie jeść, talerze walnie do zlewu, nawet nie włoży do zmywarki i… idzie do komputera, gdzie spędza czas do momentu położenia się spać. Gra w jakieś gry, których fenomenu absolutnie nie rozumiem. Łączy się w internecie i innymi graczami i tylko ja i nasz syn słyszymy potok brzydkich słów lecących z pokoju. Tak, samy synka. Ma 3 latka. Mąż nie ma dla niego czasu, bo wiecznie zajęty jest swoimi sprawami. Gdy wracam z pracy, to pierwsze za co się łapie to gotowanie i sprzątanie. Nic nie jest w domu zrobione, a na dodatek on jeszcze bałaganu dokłada. Urabiam sobie ręce i jestem niesamowicie zmęczona. Najbardziej smutne w tym wszystkim są wizyty teściowej, która potrafi wpaść niezapowiedziana w momencie największego kryzysu i tylko skomentować: „Zawsze wiedziałam, że się do niczego nie nadajesz. Mój syn mógł wziąć lepszą żonę. Ani sprzątać nie umiesz, ani się nim zająć” i po takim monologu  zabiera się za pranie jego gaci i robienie mu kanapeczek i podkładanie pod gębę. Przestałam go już kochać. O miłości nie ma mowy. Miłość przerodziła się w nienawiść i żal. Mam ochotę odejść i zapewne to zrobię, bo która kobieta będzie popychadłem w sidłach synusia mamusi. Jedyna osobą po mojej stronie, jest siostra mojego męża, moja szwagierka. Tylko ona wie, jak mocno ich matka go skrzywiła i opowiada, że zawsze tak było. Marek był pupilkiem matki. Płaciła jego rachunki, sprzątała po nim i zawsze głaskała mimo, że popełniał błędy, wręcz drastyczne. On zawsze był tym kochanym, złotym synkiem, a ona była gnębiona, goniona do roboty, sprzątania i jeszcze zajmowania się nim. Tylko, że ona wyszła na ludzi. Ma własną firmę, kupę kasy, dom, a on… ma gry komputerowe i dwie lewe ręce, oraz mamusię, która mu dogadza. Wiem, że z mojego małżeństwa nic nie będzie, to zaszło za daleko, ale… nie chciałabym popełnić tych samych błędów, gdy będę wychowywać własnego syna. Nie chcę, aby jego żona psioczyła na mnie tak, jak ja psioczę na moją teściową. Nie chce, aby miała mnie za potwora. W końcu sama przeszłam to piekło, dlaczego mam młodej to zafundować. Gdzie jest złoty środek? Jak wychować syna tak, aby żona była z niego zadowolona i dumna, aby nie była popychadłem?

Z pozdrowieniami,

Małgorzata

***

Męskim okiem…

Szanowna Pani Małgorzato,
Nie jestem co prawda ani żoną ani matką. Jestem w pierwszej kolejności mężem wspaniałej dziewczyny, po drugie jestem ojcem. Jako mąż rozumiem jak wielkim skarbem jest kobieta, jak wielkim skarbem jest żona. Powiem szczerze, że dla mężczyzny „żona” to chyba najważniejsze słowo na świecie. Nie ma większego szczęścia ani zwycięstwa dla mężczyzny niż szczęśliwa żona. Zaręczam, że dla mężczyzny nie ma większej satysfakcji niż uszczęśliwianie małżonki. Jestem, jak również wspomniałem również ojcem, ojcem dziewczynki. Wiem, że szczęście najważniejszej osoby na świecie – mojej Ukochanej Żony jest w moich rękach, zależne od moich starań. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że szczęście mojej córki, nie leży przede wszystkim w moich rękach – leży głównie w rękach jej przyszłego męża. Dlatego dodatkowo zależy mi na właściwym wychowaniu młodych mężczyzn.

Co robić? Z pewnością, choć to trudne, uczyć syna jak ważne jest małżeństwo. Po drugie, choć może brzmi to staroświecko, uczyć że honor mężczyzny objawia się przede wszystkim w stosunku do kobiet – ze zdecydowanym wskazaniem na żonę. Mężczyzna, który nie szanuje żony sam nie jest godzien szacunku. Potwierdzi to każdy spełniony mężczyzna, każda spełniona kobieta. Co więcej, dobrze jest wbrew własnej trudnej sytuacji, wskazać że rozpieszczana kobieta da mężowi o wiele więcej szczęścia niż ktokolwiek inny i cokolwiek innego na świecie. Młody chłopiec, a później młody mężczyzna wcale nie będzie szczęśliwy jeśli mu się pobłaża we wszystkim. Dla mężczyzny potrzeba oczywiście sporej dozy wolności. Jednak mężczyzna potrzebuje również wyzwań, wymagań. W mojej opinii potrzebuje ich jeszcze bardziej niż kobieta. Trzeba synowi stawiać wymagania – w imię szczęścia Pani przyszłej synowej – czyli niejako Pani córki, w imię szczęścia Pani syna. Miłość to dawanie, miłość to też stawianie wymagań, ale nie można sprawiedliwie stawiać wymagań jeśli się uprzednio nie daje z siebie. Z jednej strony w Pani przykrej sytuacji może być ciężko tego uczyć. Z drugiej strony sama Pani wie, ile zła wynika z męża który nie poświęca swojego życia dla szczęścia własnej żony. Jeśli a przykład w Pani otoczeniu, wśród Pani znajomych, jest małżeństwo w którym mąż jest szalenie zakochany w żonie, warto przedstawiać ich jako wzór do naśladowania.

Jakub

 

***

Jeżeli macie ochotę do nas napisać podajemy adres mailowy: kasia.skoczylas@vp.pl. Na każdy list postaramy się odpisać. Opublikujemy je też na naszym blogu- jeżeli nam pozwolicie.

Pozdrawiamy, Kasia i Monia. 

 

 

975 Total Views 2 Views Today

Monika