MIŁOSNA BYLEJAKOŚĆ

11707437_919530641426367_3991123403113851234_nWszechogarniająca bylejakość miłosna jest nie do zniesienia. Jestem osobą mocno wrażliwą jeżeli chodzi o stosunki międzyludzkie. Zwracam ogromną uwagę na miłowanie się ludzi, kochanie, a sprawy honoru traktuję pierwszorzędnie. Mimo, że daleko mi do ideału, jakim bym pragnęła być każdy mój dzień to boksowanie się samej ze sobą o lepszą wersję mnie.

Miłosna bylejakość” to zdecydowanie takie zjawisko, na które jestem wyjątkowo drażliwa. Gdzie się z nią spotkać? Dosłownie wszędzie. Znajdziecie ją w domu rodzinnym, gdzie matka całe życie trzymała ojca pod przysłowiowym pantoflem, będąc z nim tylko dla dobra dzieci lub z prostych potrzeb finansowych.  Znajdziecie ją u fałszywych przyjaciół i u rodziny, która pamięta o was tylko w chwilach, kiedy znajduje się w potrzebie. Znajdziecie ją również w swoich związkach, jeśli się tylko dobrze im przyjrzycie.

Żyjemy w czasach kiedy ważna jest oprawa, otoczka naszego życia. A w środku- wydmuszka. Nasze mamy i babcie wzruszały się do piosenek Seweryna Krajewskiego:

[…]

Miasto, które zna jak brudną plamę,
teraz niech jak sen przy tobie zgaśnie,
szkoła, którą dał jej ten kochany,
zniknie nagle, tak jak lęk poranny.

Daj, daj tej dziewczynie biały welon,
kup, kup dwie obrączki szczerozłote,
zgaś, zgaś podły uśmiech ludzi złych!

A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
idź, idź do jej matki na niedzielę.
walcz! walcz! niech was nie pokona czas!

Szarość zwykłych dni jej nie porazi,
place, które śpią jak po chorobie,
ciasny, stary dom, bez gniazd bocianich,
świata groźny szum, co płynie z gazet.

Świecić będzie jej urody nagłość,
w czarną, zimną noc i w dzień majowy,
tylko ty masz być jak doktór mądry,
co dzień taki sam i co dzień nowy.

[…]

Co młode pokolenie sądzi o tych piosenkach? Ślub to wydarzenie. Najbardziej stylowi, idą na kurs tańca, ćwiczą układy choreograficzne, stylizują się i organizują „show”. Otoczka – a w środku pusto. Wolę już piosenki z lat 80-tych, przez wielu określane jako kicz. Kupuję te wszystkie proste piosenki o miłości, ponieważ w ich prostocie kryje się kilka mądrych prawd, które gdzieś po drodze zgubiliśmy. Nie chce być modna, chcę być szczęśliwa. Nie chcę aby pokonał mnie czas, nie chcę wrzucić mej miłości do lamusa.

Żyjemy w takich czasach, że małżeństwo często kończy miłość – a przecież ma być początkiem wielkiej drogi zakochania. Dla współczesnych zakochanych kiczem jest jak rodzice się całują, jak dojrzała kobieta ubiera głęboki dekolt dla swojego męża, jak małżonkowie się trzymają za ręce, jak publicznie okazują sobie miłość.

Mój system wartości jest z goła inny. Patrzę z podziwem na moich dużo starszych przyjaciół- zazdroszczę im, że po 30 latach małżeństwa zachowują się jak podlotki. On patrzy na nią jak na dopiero spotkaną kobietę, ona oddaje się mu, jak by był jedynym mężczyzną na ziemi. Widzę siłę ich miłości i wiem, że nie wyobrażam sobie swojego związku inaczej niż właśnie tak.

Razem z mym Ukochanym staramy się żyć naszą miłością. Patrzeć w jednym kierunku, iść razem pod wiatr i z wiatrem, być jednym ciałem i jednym głosem. Mamy malutkie doświadczenie w małżeństwie, bo dopiero 9 lat, ale my już wybraliśmy- chcemy być tym co „oświeceni” nazywają kiczem.

Chcę chodzić z mym Kocurem na babskie imprezy, chcę aby zapraszał mnie na randki, chcę iść z nim na tańce, przeżywać z nim chwile wzruszenia i dawać się porywać na coroczne podróże poślubne. Chcę dostawać kwiaty i przyjmować codzienne wyrazy miłości. A na koniec, chcę przyjmować złośliwe szepty i uśmieszki, ponieważ ci, którzy śmieją się z prawdziwej miłości śmieją się sami z siebie.

Nie wiem kto jest bardziej śmieszny, ci co są zakochani czy ci co wracają do domu, w którym ich drugie połówki ich nie szanują. Do domu, w którym żyją pod jednym dachem z mężczyzną, który do kolegów określa je epitetem „stara”, „moja”, do domu gdzie żona, kobieta traktuje mężczyznę jak najmłodsze dziecko. Ci sami co uważają, że w małżeństwie lub związku z dużym stażem nie ma już miejsca na wrażliwość, pożądanie, szaloną miłość, mają swoje zdradzające ich nieszczęście słabości.

Kobiety uciekają w świat Pana Grey’a, marząc o cudownym i niegrzecznie przystojnym kochanku, którego przy nadarzającej się okazji zamieniły by ze swoim mężem, gdyby tylko nie było to nieeleganckie. Mężczyźni z kolei robią bydlęce oczy do znanych modelek, aktorek i młodych kelnerek, „bo przecież stosunek z własną żoną to jak kazirodztwo”.

I kto tu jest śmieszny? Nasuwa mi się od razu cytat z „Rewizora” Nikołaja Gogola – „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.

Dziś kiedy wrócę do domu, wiem że będzie tam na mnie czekał mój Ukochany. Wiem, że przygotuje mi drobną kolację, ponieważ nie potrafi gotować, a ja zachwycę się nią jak bym spożywała nektar bogów, ponieważ liczy się serce i to, że kocham tego mężczyznę do utraty tchu, z każdym dniem bardziej.

Do zobaczenia,

Kasia

„CHODZENIE ZE SOBĄ”. JAK WYGLĄDAJĄ DZISIEJSZE SZKOLNE ZWIĄZKI?

 „Zwykłe koleżeńskie chodzenie ze sobą powinno się odróżniać od związku na poważnie, takiego w którym uczucia i plany na przyszłość są precyzyjne” usłyszałam ostatnio jak rozmawiały dwie kobiety w średnim wieku.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/01/15.jpgOwszem chodzenie ze sobą nie determinuje jeszcze z kim dana osoba będzie w życiu na zawsze ale na litość Boską nie można twierdzić, że chodzenie ze sobą jest koleżeńskie! Kiedy z kimś chodzimy to znaczy, że jest nam z kimś dobrze. To nasz pierwszy krok w poważne życie, którego konsekwencją jest narzeczeństwo a potem małżeństwo.

Młodzi ludzie często popełniają wiele błędów jeżeli chodzi o bycie ze sobą. Często rozmawiają o sukni ślubnej, ilości dzieci a nawet razem wymyślają imiona dla swoich przyszłych pociech. Popularną praktyką jest również nakładanie sobie srebrnych „obrączek”, wieszanie kłódek na mostach itp. Tak burzliwie rozwijający się związek często ma szybki i nagły finał a jeżeli jakimś trafem związek tak budowany dotrwa do małżeństwa, na ogół taka para ma poważne kłopoty na drodze do szczęścia.

Chcę być dobrze zrozumiana. Nie chodzi o to aby w związku posuwać się żółwim tempem, wręcz przeciwnie, ale wszystko musi być płynne, wynikające jedno z drugiego.

Ostatnimi laty bardzo popularna stała się tak zwana „swoboda” w związku od której zaczynają się kryzysy, brak zaufania, wzajemnie znudzenie, monotonia. Swoboda więc do niczego nie prowadzi, niczego nie buduje wręcz przeciwnie coraz bardziej nas oddala od siebie. Kochani, jak chcecie mieć swobodę to nie wiążcie się. Żyjcie sobie swobodnie w pojedynkę, imprezujcie, kupujcie dla siebie, konsumujcie z myślą o sobie, bądźcie nieskrępowani i wolni- będziecie mieć ukochanej swobody pod dostatkiem, pytanie tylko czy będziecie szczęśliwi.

Ciągle też nie mogę wyjść z podziwu jak patrzę na „swobodne” współczesne pary. Szczególnie ciekawe zjawisko tzw. swobodnego podejścia w związku można zaobserwować  w szkole średniej ale również nie rzadko również w wieku 20+. Chodzenie w pojedynkę na imprezy, unikanie spotkań ze swoją połówką przez wiele dni, zaniedbanie wręczania sobie drobnych upominków, niekupowaniem przez chłopaków kwiatów dla swoich dziewczyn, niedzwonienie do siebie codziennie, nie wspominając już o randkach tylko we dwoje. Co zaś najważniejsze osoby takie przestają mówić sobie codziennie „kocham cię”. Niestety, w tym okresie najczęściej pary dotyka smutny syndrom „starego dobrego małżeństwa”.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/01/24.jpgPopularna, szybka i podniecająca deklaracja „kocham cię” szybko przechodzi do lamusa ustępując miejsca „ale o co ci znów chodzi?”, „musze się uczyć, mam sesje”. Młodzi ludzie pragną zdobywać. Spotykają się, flirtują, dzwonią, piszą smsy, spędzają multum czasu na myśleniu jak zdobyć tą drugą osobę… a kiedy już ją zdobędą, całe podniecenie uchodzi z nich jak powietrze z przebitego balonu. Proces więc powtarza się kolejny i kolejny i kolejny raz. Ile więc są warci tacy ludzie? Jak można zaufać człowiekowi, który nie wie czego chce i wypala się jak raca?

Związek w wieku młodzieńczym, który luźno traktuje relacje pomiędzy dziewczyną a chłopakiem uczy niedbalstwa w przyszłym małżeństwie. Niekoniecznie ta druga połówka z obecnej konfiguracji chłopak- dziewczyna będzie naszym mężem lub żoną, jednak tak luźne i niedbałe traktowanie związku jest powodem wytworzenia się fatalnej mentalności w okresie przyszłego małżeństwa tj. braku codziennego starania o najważniejszą osobę na świecie. I w ten sposób przyszłe małżeństwo takich młodych osób rozleci się lub będzie tragicznie beznamiętne zamiast stać  się oceanem szczęścia. A temu przecież właśnie małżeństwo ma służyć – niewiarygodnemu szczęściu obojga. To jednak wymaga starań, codziennego zabiegania o siebie. A kiedy się tego uczyć jeśli nie właśnie w czasie relacji „chłopak – dziewczyna”?

Kochani czy nie czujecie wstydu, gdy ja z moim Ukochanym w szóstym roku małżeństwa jesteśmy coraz bardziej szczęśliwi? Gdzie mimo obowiązków takich jak rodzicielstwo, praca, dom jesteśmy zakochani w sobie do szaleństwa i mimo upływu lat czuję się ciągle młoda, piękna, zdobywana, zakochana, uwodzona, rozpieszczana, atrakcyjna. Nie czujecie wstydu, że ja w dalszym ciągu patrzę na swojego Ukochanego z szaloną miłością w oczach i wracam z nim w objęciach nad ranem z randki.

Walczcie o swoje związki. Nie wiążcie się niepotrzebnie jeżeli chcecie się tylko bawić lub flirtować. Nie trzymajcie kogoś „na siłę” jeśli nie kochacie naprawdę. I najważniejsze nie traktujcie związku jako zwykłego koleżeńskiego chodzenia, które nie różni się niczym od znajomości poza tym, że wzajemnie zaspokajamy swoje „różne” potrzeby.

Pozdrawiam, Kasia