Czy jesteś masochistką?

260032_435941596451943_1871167191_nW ostatnim czasie zaczęłam się mocno zastanawiać, czy masochizm jaki często występuję w naszych związkach, jest wpisany w naszą kobiecą naturę? Czy może jest kwestią różnych wyborów lub wynikiem słabości charakteru a może jest rodzinnym jarzmem?

Coraz częściej zauważam też, że w naszych związkach to my trzymamy bicz i zadajemy sobie nim  bolesne rany. Bo jak nie nazwać związku masochistycznym, kiedy regularnie się w nim katujemy, lub pozwalamy by nas „chłostano”?  No chyba, że sprawia nam to przyjemność.

Dlaczego my kobiety tkwimy w związkach, gdzie facet na nas krzyczy, nie ufa nam, traktuje jak gorsze czy nie liczy się z naszym zdaniem? Dlaczego tkwimy w związkach, gdzie nasz mężczyzna nie traktuje nas jak najważniejszej istoty na ziemi? Dlaczego chcemy tak żyć?

Często łudzimy się, że to przejściowy kryzys, bo przecież nasz mężczyzna był kiedyś inny, nie w takim się zakochałam. To wina stresu w pracy czy kolegów a może matka ma na niego zły wpływ.

Nie nie nie, nic z tych rzeczy. Twój mężczyzna to samiec, Pan stada, ze swoim własnym rozumem i sercem. No chyba, że zamiast basiora, masz w domy podwórkowego Burka.

Podwórkowy Burek to mój ulubiony bohater w związkach. Mały kłapouszek, który najgłośniej szczeka tylko w swoim domu. Śmieszny ciapek w towarzystwie a w waszym związku tchórzliwy krzykacz.

Droga czytelniczko, zastanów się. Jeżeli Twój facet ma przed Tobą tajemnice, jeżeli robi Ci przykrość, podnosi na Ciebie głos, rani Cię słowami, nazywa, obraża w towarzystwie znajomych, szarpie itd. Co u diabła robisz przy tym kretynie? Jeżeli podobne sytuacje powtórzą się więcej niż raz w waszym związku, a Ty dalej tkwisz przy jego boku, jesteś prawdziwą masochistką!

Wiele masochistek wierzy w to, że każdy związek da się uratować. Koronnym argumentem jest wtedy dziecko-  mały słodki bobasek zawsze skruszy serce faceta. Niestety w życiu nie jest tak łatwo. O ile często mały bobas skruszy serce tatusia, gwarantuje Ci, że z pewnością nie ożywi Twojego związku.  

Okropnym zwyczajem jest potajemnie grzebanie w swoich telefonach, ale jak druga strona zakazuje nam dotykać swojego telefonu i tworzy przed nami dziwne ograniczenia, jest to bardzo szczeniackie. Prosta zasada- masz tajemnice- masz coś do ukrycia.

Moja Przyjaciółko, jeżeli jesteś tu jeszcze i dotarłaś do tego momentu tekstu, i już wiesz, że źle się dzieje w Twoim związku- uciekaj. Myślisz, że sobie nie poradzisz sama? Uwierz mi, jesteś cudowną kobietą i spotkasz swojego księcia. Bądź cierpliwa, wymagająca i mniej oczy szeroko otwarte. Pamiętaj, że zasługujesz na wszystko co najlepsze. Jesteś prawdziwą księżniczką a księżniczka nie zadowoli się byle giermkiem. Uciekaj a już broń Boże nie wychodź za mąż za takiego, bo wtedy już nic nie będzie dobrze.

Dlaczego tak się piekle? Dlatego, że Panem mojego serca jest prawdziwy mężczyzna. Kocham kiedy się o mnie troszczy, kiedy płaci za mnie w kawiarni, kiedy kupuje mi piękną bieliznę, kiedy mnie rozpieszcza, kiedy mówi, że mnie kocha… W 11 roku małżeństwa czuję się coraz bardziej szczęśliwa, piękna, młoda i zakochana… czuję że rozbiłam bank!

Szczerze wiem, że są jeszcze tacy mężczyźni jak mój Ukochany. Bardzo Kocham wszystkie kobiety. Pragnę ich szczęścia. Dlatego proszę Was moje Kochane, nie ufajcie podwórkowym Burkom, szukacie szczęścia, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale też nikt nie mówił, że się nie uda.

Mocno Was całuję, Kasia

MIŁOSNA BYLEJAKOŚĆ

11707437_919530641426367_3991123403113851234_nWszechogarniająca bylejakość miłosna jest nie do zniesienia. Jestem osobą mocno wrażliwą jeżeli chodzi o stosunki międzyludzkie. Zwracam ogromną uwagę na miłowanie się ludzi, kochanie, a sprawy honoru traktuję pierwszorzędnie. Mimo, że daleko mi do ideału, jakim bym pragnęła być każdy mój dzień to boksowanie się samej ze sobą o lepszą wersję mnie.

Miłosna bylejakość” to zdecydowanie takie zjawisko, na które jestem wyjątkowo drażliwa. Gdzie się z nią spotkać? Dosłownie wszędzie. Znajdziecie ją w domu rodzinnym, gdzie matka całe życie trzymała ojca pod przysłowiowym pantoflem, będąc z nim tylko dla dobra dzieci lub z prostych potrzeb finansowych.  Znajdziecie ją u fałszywych przyjaciół i u rodziny, która pamięta o was tylko w chwilach, kiedy znajduje się w potrzebie. Znajdziecie ją również w swoich związkach, jeśli się tylko dobrze im przyjrzycie.

Żyjemy w czasach kiedy ważna jest oprawa, otoczka naszego życia. A w środku- wydmuszka. Nasze mamy i babcie wzruszały się do piosenek Seweryna Krajewskiego:

[…]

Miasto, które zna jak brudną plamę,
teraz niech jak sen przy tobie zgaśnie,
szkoła, którą dał jej ten kochany,
zniknie nagle, tak jak lęk poranny.

Daj, daj tej dziewczynie biały welon,
kup, kup dwie obrączki szczerozłote,
zgaś, zgaś podły uśmiech ludzi złych!

A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
idź, idź do jej matki na niedzielę.
walcz! walcz! niech was nie pokona czas!

Szarość zwykłych dni jej nie porazi,
place, które śpią jak po chorobie,
ciasny, stary dom, bez gniazd bocianich,
świata groźny szum, co płynie z gazet.

Świecić będzie jej urody nagłość,
w czarną, zimną noc i w dzień majowy,
tylko ty masz być jak doktór mądry,
co dzień taki sam i co dzień nowy.

[…]

Co młode pokolenie sądzi o tych piosenkach? Ślub to wydarzenie. Najbardziej stylowi, idą na kurs tańca, ćwiczą układy choreograficzne, stylizują się i organizują „show”. Otoczka – a w środku pusto. Wolę już piosenki z lat 80-tych, przez wielu określane jako kicz. Kupuję te wszystkie proste piosenki o miłości, ponieważ w ich prostocie kryje się kilka mądrych prawd, które gdzieś po drodze zgubiliśmy. Nie chce być modna, chcę być szczęśliwa. Nie chcę aby pokonał mnie czas, nie chcę wrzucić mej miłości do lamusa.

Żyjemy w takich czasach, że małżeństwo często kończy miłość – a przecież ma być początkiem wielkiej drogi zakochania. Dla współczesnych zakochanych kiczem jest jak rodzice się całują, jak dojrzała kobieta ubiera głęboki dekolt dla swojego męża, jak małżonkowie się trzymają za ręce, jak publicznie okazują sobie miłość.

Mój system wartości jest z goła inny. Patrzę z podziwem na moich dużo starszych przyjaciół- zazdroszczę im, że po 30 latach małżeństwa zachowują się jak podlotki. On patrzy na nią jak na dopiero spotkaną kobietę, ona oddaje się mu, jak by był jedynym mężczyzną na ziemi. Widzę siłę ich miłości i wiem, że nie wyobrażam sobie swojego związku inaczej niż właśnie tak.

Razem z mym Ukochanym staramy się żyć naszą miłością. Patrzeć w jednym kierunku, iść razem pod wiatr i z wiatrem, być jednym ciałem i jednym głosem. Mamy malutkie doświadczenie w małżeństwie, bo dopiero 9 lat, ale my już wybraliśmy- chcemy być tym co „oświeceni” nazywają kiczem.

Chcę chodzić z mym Kocurem na babskie imprezy, chcę aby zapraszał mnie na randki, chcę iść z nim na tańce, przeżywać z nim chwile wzruszenia i dawać się porywać na coroczne podróże poślubne. Chcę dostawać kwiaty i przyjmować codzienne wyrazy miłości. A na koniec, chcę przyjmować złośliwe szepty i uśmieszki, ponieważ ci, którzy śmieją się z prawdziwej miłości śmieją się sami z siebie.

Nie wiem kto jest bardziej śmieszny, ci co są zakochani czy ci co wracają do domu, w którym ich drugie połówki ich nie szanują. Do domu, w którym żyją pod jednym dachem z mężczyzną, który do kolegów określa je epitetem „stara”, „moja”, do domu gdzie żona, kobieta traktuje mężczyznę jak najmłodsze dziecko. Ci sami co uważają, że w małżeństwie lub związku z dużym stażem nie ma już miejsca na wrażliwość, pożądanie, szaloną miłość, mają swoje zdradzające ich nieszczęście słabości.

Kobiety uciekają w świat Pana Grey’a, marząc o cudownym i niegrzecznie przystojnym kochanku, którego przy nadarzającej się okazji zamieniły by ze swoim mężem, gdyby tylko nie było to nieeleganckie. Mężczyźni z kolei robią bydlęce oczy do znanych modelek, aktorek i młodych kelnerek, „bo przecież stosunek z własną żoną to jak kazirodztwo”.

I kto tu jest śmieszny? Nasuwa mi się od razu cytat z „Rewizora” Nikołaja Gogola – „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.

Dziś kiedy wrócę do domu, wiem że będzie tam na mnie czekał mój Ukochany. Wiem, że przygotuje mi drobną kolację, ponieważ nie potrafi gotować, a ja zachwycę się nią jak bym spożywała nektar bogów, ponieważ liczy się serce i to, że kocham tego mężczyznę do utraty tchu, z każdym dniem bardziej.

Do zobaczenia,

Kasia

SERCE CZY ROZUM?

love_33Miłość to wielka siła. Mimo, że często się do tego nie przyznajemy- nawet sami przed sobą- pragniemy jej, potrzebujemy jej. Ten niesamowity stan, jest często byle jak interpretowany. Ściągany do parteru, kojarzony z motylkami w brzuchu, podnieceniem, i niestety z „piękną przyjaźnią”.

Miłość to stan, który nie powinien ewoluować w przyjaźń. Jeżeli tak się dzieję, oznacza to, że mamy problem. Kolejna sprawa. Jak jesteśmy młodym małżeństwem to nie jesteśmy przyjaciółmi? Trzeba się ścierać w związku 50 lat aby móc określić swojego mężczyznę przyjacielem? Często też nie najlepszym.

Smutnym jest fakt, że ludzie nie są w stanie stwierdzić, gdzie swoje źródło ma miłość. Czy jej centrum dowodzenia jest w sercu czy może w rozumie? W różnego rodzaju przekazach m.in. w kinie, muzyce, literaturze mówi się o miłości zakorzenionej w „sercu”. Rozum często kojarzy się nam z miłością wyrachowaną– związkiem z rozsądku. Nic bardziej mylnego! in-love-images-and-wallpaper-29Prawdziwa miłość, nie mylić jej tu proszę z uczuciem lub zauroczeniem, jest kierowana naszym rozumem, ponieważ jest czystym aktem woli. Przykład- ja kocham do szaleństwa swojego Ukochanego. Nie mam w związku z ta myślą miłego uczucia podniecenia w brzuchy, nie odczuwam też przyjacielskiej więzi.

Kiedy mówię o swojej miłości, myślę o jej sile, mocy i dojrzałości. Wiem, że gdy wyznaję miłość memu Mężczyźnie biorę za to odpowiedzialność od początku do końca. Kiedy mówię, że Go kocham, czuję że krew szybciej mi krąży. Miłość kojarzy mi się z płomieniem, który powinien rosnąć z każdym dniem. Czuję, że mój Ukochany jest moim wszechświatem a ja jestem tylko małą gwiazdką, ściśle od niego zależną ale na tyle silną aby sprawiać, że gdy mnie zabraknie, wszystko pójdzie w niwecz.

Sam rozum jednak nie starcza. Do doskonałej miłości potrzebujemy też prawdziwej siły serca. Rozum i serce chyba na zawsze pozostaną dla mnie dwiema siostrami- tą rozważną i tą romantyczną.

A czym dla Was jest miłość?

Pozdrawiam, Kasia

KIEDY ZACZYNA SIĘ “ODPOWIEDZIALNOŚĆ” W ZWIĄZKU?

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/4.jpgPamiętacie swoje pierwsze miłości? Ile byliśmy w stanie zrobić dla tej drugiej połówki!? Wyrzec się siebie, uciec z domu, poświęcić swoje życie i wybory. Walcząc o nasz związek potrafiliśmy robić szalone rzeczy, tak szalone, że teraz kiedy o nich myślimy włosy jeżą się na nam głowie. „Ślub z rozsądku? Nigdy! Ja muszę ją/go kochać!” Co niektórzy z Was pewnie pamiętają kłótnie z rodzicami, bójki na podwórku- wszystko w imię miłości. Mieliśmy w sobie tyle odwagi, że potrafiliśmy wywrócić do góry nogami nasz cały świat aby tylko być razem. Czuliśmy moc i siłę walki. Trzymając w ramionach naszą Ukochaną czy Ukochanego czuliśmy, że wygraliśmy, że mamy w dłoniach cały świat, że więcej nam nic nie trzeba. Wiedzieliśmy, że żadna burza czy sztorm życia nie jest w stanie nas nadszarpnąć, ponieważ mamy siebie.

Jestem szczerze ciekawa jak na dzień dzisiejszy wyglądaj te wywalczone związki? Ile z nich się rozsypało, a ile tkwi w codziennym marazmie? Jestem też ciekawa czy są w śród nich takie, które mają się lepiej niż wtedy?

Kiedy ostatni raz będąc w związku małżeńskim pocałowaliście się namiętnie w miejscu publicznym lub trzymając się za ręce przemierzaliście ulice? Kiedy ostatni raz byliście na randce? Przecież kiedyś tak chętnie tego wszystkiego przestrzegaliście?

Kiedy zadaję parom takie pytania na ogół wiem już jaka będzie ich odpowiedz i kto udzieli mi jej pierwszy.  Zawsze na moje pytania odpowiadają pierwsze kobiety. Mają setki tysięcy gotowych odpowiedzi na to, że ich związek jest w opłakanym stanie. Do moich ulubionych argumentów należy: „nie możemy się już tak zachowywać, ponieważ teraz jesteśmy odpowiedzialni, bo jesteśmy rodzicami”.

Szczerze bym chciała wiedzieć jaka szkoła uczy takich mądrości.Zawsze powinniśmy pamiętać, że kiedy wypowiadamy A musimy wypowiedzieć i B. Podążając za tą myślą wychodzi na to, że małżonkowie bezdzietni mogą być nieustannie szaleni w związku i w swojej miłości- bo nie muszą być odpowiedzialni.

Myślę, że powinniśmy sobie zadać pytanie czy jesteśmy szczęśliwi w naszym związku? W jakiej kondycji jest nasza miłość? Czy z pełną świadomością możemy powiedzieć, że rozwija się coraz bardziej, czy raczej jest pokryta popiołem jak włoskie Pompeje?

Nie powiecie mi, że bycie rhttp://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/0.jpegodzicem w tym przeszkadza. Znam wielu mężczyzn, którzy się rozstali i bycie rodzicem nie przeszkodziło im w uganianiu się za przysłowiową spódniczką. Ci sami też mężczyźni będąc do niedawna jeszcze w związkach małżeńskich uważali, że chodzenie z żoną za rękę jest czymś dziwnym, że czasy trzymania za ręce to były w ogólniaku.

Hehe co niektórzy jednak odmłodnieli, bo cofnęli się znów do ogólniaka. Ci sami panowie naśmiewają się, że inni mężowie z 20- letnim stażem, mają w zwyczaju czule szeptać żonie jakieś miłe słowa, a nie widzą, że sami wyglądają jak wyliniałe koty, zmieniające co sezon obiekt swoich westchnień. A raczej są zmieniani, bo prawda jest raczej inna niż opowiadają nasi podrywacze.  

Kiedy publicznie mówię o tym, że wychodzę z moim mężem na randkę, na ogół słyszę od innych tylko negatywne uwagi. Kiedy całujemy się namiętnie na spacerze, odnoszę wrażenie, że robimy coś złego. Coś, co już nam nie przystoi, ponieważ ślubny kobierzec raz na zawsze zabrał nam szaloną miłość. Powinniśmy raczej skupić się tylko i wyłącznie na kaszkach, pampersach i rankingu fotelików samochodowych. Owszem to wszystko jest ważne, ale niestety nie najważniejsze.

Miłość to największa siła jaka istnieje na tym świecie. Siła która nie powinna być sprowadzana tylko do instynktu, niedojrzałości czy tylko macierzyństwa. Łatwo jest kochać swoje dzieci i krewnych. Prawdziwa wielkość ducha pokazuje swoją siłę kiedy jest w stanie oddać swe serce dla de facto obcego człowieka, czyniąc go najważniejszym na świecie.

Nie bez znaczenia mają słowa wielkich myślicieli, którzy wielokrotnie mówili o tym, że jak sprawy najważniejsze są na pierwszym miejscu to reszta doskonale się sama układa. Nasze dzieci pięknie uczą się miłości i poznają jej wielką rangę, kiedy mogą przebywać z szalenie zakochanymi w sobie rodzicami. Jest to dla nich silny fundament, na którym mogą w przyszłości sami budować swoje relacje w związkach.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/7.jpgFatalna kondycja związków małżeńskich odbija się czkawką na nas ale i na naszych dzieciach. Czy zauważacie już pierwsze owoce tak wielu nieudanych związków? Ja zauważam… Jest dla mnie nie pojętym, jak matki krzywdzą swoje dzieci budując między nimi a sobą nierozerwalną pępowinę.Jak matki mogą wymagać od swoich synów aby kochali je najbardziej? Jak młody mężczyzna może mówić do swojej narzeczonej, że bardzo ją kocha, ale zaraz po mamie?

Czy takie relacje są dla Was normalne? Czy związek budowany z tak przekazanymi wartościami ma szanse nie rozpaść się jak domek z kart? Podziwiam jednak w tej całej tragedii wielu młodych ludzi, którzy mimo fatalnych rodzin pracują nas swoim szczęściem i nie chcą powielać rodzinnych błędów. Mam tylko nadzieję, że dotrwają w swoich obietnicach do końca.

Kochani, nie zasłaniajmy się naszymi dziećmi. Nie mieszajmy ich w to. Przecież dobrze wiemy, że to tylko zasłona, dobry pretekst do tego aby nie starać się o nasz związek.

Jeżeli będziemy potrafili zrozumieć, że wbrew obiegowym opiniom, najważniejszą i zdecydowanie najpiękniejszą rolą w życiu człowieka jest rola żony i męża, nasz związek zacznie układać się doskonale a relacje z naszymi dziećmi będą naprawdę szczęśliwie. To od nas  zależy czy będą w podeszłym wieku stać nas będzie na miłosne szaleństwa względem małżonka o wiele większe niż za czasów najbardziej burzliwych nastoletnich miłości. Możemy w ten sposób również pokazać dzieciom, że ich dzieciństwo jest piękne, ale najlepsze dopiero przed nimi.  Nasze dzieci szybko dorosną, mamy więc niewiele czasu aby nauczyć ich tej wielkiej sztuki miłości.

Pozdrawiam, Kasia Skoczylas

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/2.jpg

CHCĘ ZASŁUŻYĆ NA TWOJĄ MIŁOŚĆ…

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/11/111.jpgSzczęśliwy związek to taki, w którym mąż i żona kochają po równo

W związku, w którym jedna strona jest mniej zaangażowana, pojawia się dysproporcja. Ta dysproporcja rośnie z roku na rok. W końcu związek albo się rozpada, albo rozwija się relacja zależna, w której jedno z małżonków codziennie próbuje zasłużyć na miłość drugiego.

Uwaga: na miłość się nie zasługuje. Miłość jest bezwarunkowa!

Strona, która pragnie zasłużyć na miłość rezygnuje ze swoich potrzeb, całkowicie koncentrując się na zaspokojeniu potrzeb partnera. Wierzy, że jej potrzeby zostaną zaspokojone, kiedy w końcu uda jej się zasłużyć na miłość. Każdego dnia wkłada dużo pracy, aby zadowolić partnera, ale wbrew oczekiwaniom, jej starania z każdym dniem są coraz mniej zauważane, a ona czuje się coraz bardziej samotna.I co wtedy robi? Dokłada jeszcze większych starań, aby na tę miłość zasłużyć…. w rezultacie nierzadko zostaje porzucona.

To niestety częsty scenariusz. Choć na pozór wydaje się pozbawiony logiki, ma bardzo jasną przyczynę i skutek.

Jeśli ja siebie nie szanuję inni też nie będą mnie szanować

Chodzi o równowagę. Jeśli uważam, że mój partner jest generalnie mądrzejszy, sprawniejszy, ładniejszy i ogólnie lepszy, to automatycznie stawiam siebie na niższej pozycji.A skoro jestem gorsza/gorszy to znaczy, że mój partner może znaleźć sobie kogoś lepszego, kto dorównuje mu pod względem atrakcyjności. Dlatego staram się wynagrodzić partnerowi moje, zwykle nieistniejące, braki.

Będąc przekonanym o swojej gorszości nie mam odwagi stawiać partnerowi wymagań. Czasem cichutko coś zasugeruję, ale widząc jego niezadowolenie, szybko wycofuję się ze swoich oczekiwań. Tą drogą przekazuję partnerowi informację, że może robić co chce, byle ze mną był.

W ten sposób partner ma podane wszystko na tacy, nie musi o nic zabiegać. A jak wiemy, to, co otrzymujemy bez wysiłku nie stanowi dla nas wartości.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/11/222.jpgWspółmałżonek to luksus, o który trzeba dbać

Czym są dobra luksusowe? Dobra luksusowe często nazywamy ekskluzywnymi, dlatego, że tylko niewielka grupa osób może się nimi cieszyć. Dzieje się tak dlatego, że luksus kosztuje dużo wysiłku (pracy, czasu, pieniędzy, wyrzeczeń itp.). Jeśli stajemy się unikalnymi posiadaczami czegoś, co uważamy za luksusowe, zwykle bardzo o to dbamy i doceniamy, bo wiemy, że strata tego dobra byłaby dla nas bolesna.Natomiast, kiedy posiadamy coś, co zdobyliśmy bez wysiłku i na wyciągnięcie ręki mamy wiele podobnych rzeczy, to nie chce nam się o to dbać.Jeśli taki na przykład samochód marki Lexus, kosztowałby tyle co fiat, to mało kto by go docenił. Bo prawie każdy mógłby sobie na niego pozwolić i stałby się zbyt pospolity.

Tak samo jest w związku. Jeśli wiemy, że nie musimy się starać, a wszystko, czego potrzebujemy mamy podane na tacy, to przestajemy to doceniać. Czasem, wręcz zaczynamy uznawać, że to wszystko nam się po prostu należy i nie widzimy niczego szczególnego w staraniach partnera. Co gorsza, partner przestaje być dla nas atrakcyjny. Wydaje nam się jakiś taki nijaki, bez charakteru, nudny. Właśnie dlatego, że nie wymaga od nas praktycznie niczego. Żadnego poświęcenia, żadnego wyrzeczenia, żadnego starania. Jest na skinięcie palcem, czym zaczyna w pewnym momencie wzbudzać naszą irytację.

Partner nie zaspokaja moich potrzeb

W terapii małżeńskiej często pada zarzut: „partner nie zaspokaja moich potrzeb”. Wtedy pytam: ” A jakie są Pani/Pana potrzeby?” , Zapada cisza „….”

No i jak ten biedny współmałżonek ma zaspokoić nasze potrzeby, skoro sami ich nie znamy i sami nie wiemy jak je zaspokoić?

Problem polega na tym, iż oczekujemy od współmałżonka, że on odmieni nasze życie. Po części tak, ale istnieje małe prawdopodobieństwo, że domyśli się czego potrzebujemy. Bardziej prawdopodobne jest to, że zacznie nas uszczęśliwiać na swój sposób, co zwykle odnosi odwrotny skutek. Często jest też tak, że jeśli nie komunikujemy swoich potrzeb lub nie potrafimy o nie zawalczyć, to współmałżonek dochodzi do wniosku, że my niczego nie potrzebujemy, więc on nie widzi potrzeby jakiegokolwiek działania.

Niewypowiedziane zasady funkcjonują przez lata

Tak sytuacja wygląda na początku małżeństwa. Ale z upływem czasu zaczyna się tworzyć status quo. Niepisane zasady stają się częścią życia codziennego i z każdym rokiem coraz trudniej jest je zmodyfikować. Nie dziwi mnie więc, że pary, które przychodzą do mnie na terapię par, często narzekają, że drugiej stronie przestało zależeć. I rzeczywiście, tak to może z zewnątrz wyglądać.Ale jeśli przez długi czas partner nie musiał robić nic a dostawał w zamian wszystko, to nic dziwnego, że teraz zaczyna się buntować, że nagle czegoś od niego wymagamy. On czuje się po prostu oszukany. Przez lata funkcjonował w pewnym układzie i nagle druga strona żąda zmiany zasad. Wstrząs!
Takie sytuacje dowodzą tylko tego, że oczekiwanie, iż druga strona domyśli się, czego potrzebujemy i dodatkowo domyśli się w jaki sposób nasze potrzeby zaspokoić, jest mało realne i jest prostą drogą do cierpienia.

Jeśli chcemy, aby nasze potrzeby zostały zaspokojone, to w pierwszej kolejności sami musimy dać sobie do nich prawo

Jeśli sam o siebie nie dbam, to daję współmałżonkowi do zrozumienia, że tak mi jest dobrze i niczego więcej nie potrzebuję.

Problem dotyczy głównie kobiet i matek. Zwykle narzekają, że nie mają dla siebie czasu. Ale w większości przypadków prawda jest taka, że one same rezygnują z czasu dla siebie, bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia lub ktoś ważniejszy do zaopiekowania.Tak, zgadzam się. Dzieci są ważne, mąż jest ważny, ale zazwyczaj zostaje zatracona równowaga. Wszyscy są ważni poza żoną i mamą. Tylko, że tak dzieje się w dużej mierze na jej własne życzenie.

Drogie Panie, przyjrzyjcie się sobie z pełną uczciwością. Czy naprawdę świat się zawali, jeśli dziecko raz na jakiś czas pójdzie do szkoły w lekko przybrudzonej czy pomiętej bluzce, a przygotowaniem kolacji zajmie się mąż? W ten sposób wygospodarujecie pół godziny na aromatyczną kąpiel, czy ulubioną lekturę. W ten sposób pokarzecie reszcie rodziny, że jesteście warte tej choćby półgodzinnej przerwy. W ten sposób uczycie swoje dzieci szacunku do siebie samej i do nich samych. Pokazujecie im, że trzeba kochać siebie samego, bo inaczej nie można być szczęśliwym. W ten sposób pokazujecie mężowi, że jesteście wartościowe, bo same wierzycie w swoją wartość. W ten sposób zapisujecie nowe zasady w małżeńskiej umowie. Żebym była szczęśliwa i uśmiechnięta, potrzebuję czasu dla siebie, a Ty w tym czasie proszę zajmij się dziećmi.

Wierzcie lub nie, ale to jest najprostsza metoda do podniesienia poczucia własnej wartości w oczach swoich i partnera.A poczucie własnej wartości i szacunek dla siebie samego to podstawa zdrowej relacji z drugą osobą.

Marta Mauer- Włodarczak

***

Marta Mauer- Włodarczak, psycholog i psychoterapeuta. Założycielka Poradni psychologicznej SENSiTy w Warszawie, którą tworzy zespół profesjonalistów różnych specjalizacji – psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów, logopedów i seksuologów. Prywatnie jest szczęśliwą żoną i mamą trójki dzieci.

Więcej artykułów autorstwa Marty możecie znaleźć na jej blogu oraz na stronie poradni SENSiTy.