Czy jesteś masochistką?

260032_435941596451943_1871167191_nW ostatnim czasie zaczęłam się mocno zastanawiać, czy masochizm jaki często występuję w naszych związkach, jest wpisany w naszą kobiecą naturę? Czy może jest kwestią różnych wyborów lub wynikiem słabości charakteru a może jest rodzinnym jarzmem?

Coraz częściej zauważam też, że w naszych związkach to my trzymamy bicz i zadajemy sobie nim  bolesne rany. Bo jak nie nazwać związku masochistycznym, kiedy regularnie się w nim katujemy, lub pozwalamy by nas „chłostano”?  No chyba, że sprawia nam to przyjemność.

Dlaczego my kobiety tkwimy w związkach, gdzie facet na nas krzyczy, nie ufa nam, traktuje jak gorsze czy nie liczy się z naszym zdaniem? Dlaczego tkwimy w związkach, gdzie nasz mężczyzna nie traktuje nas jak najważniejszej istoty na ziemi? Dlaczego chcemy tak żyć?

Często łudzimy się, że to przejściowy kryzys, bo przecież nasz mężczyzna był kiedyś inny, nie w takim się zakochałam. To wina stresu w pracy czy kolegów a może matka ma na niego zły wpływ.

Nie nie nie, nic z tych rzeczy. Twój mężczyzna to samiec, Pan stada, ze swoim własnym rozumem i sercem. No chyba, że zamiast basiora, masz w domy podwórkowego Burka.

Podwórkowy Burek to mój ulubiony bohater w związkach. Mały kłapouszek, który najgłośniej szczeka tylko w swoim domu. Śmieszny ciapek w towarzystwie a w waszym związku tchórzliwy krzykacz.

Droga czytelniczko, zastanów się. Jeżeli Twój facet ma przed Tobą tajemnice, jeżeli robi Ci przykrość, podnosi na Ciebie głos, rani Cię słowami, nazywa, obraża w towarzystwie znajomych, szarpie itd. Co u diabła robisz przy tym kretynie? Jeżeli podobne sytuacje powtórzą się więcej niż raz w waszym związku, a Ty dalej tkwisz przy jego boku, jesteś prawdziwą masochistką!

Wiele masochistek wierzy w to, że każdy związek da się uratować. Koronnym argumentem jest wtedy dziecko-  mały słodki bobasek zawsze skruszy serce faceta. Niestety w życiu nie jest tak łatwo. O ile często mały bobas skruszy serce tatusia, gwarantuje Ci, że z pewnością nie ożywi Twojego związku.  

Okropnym zwyczajem jest potajemnie grzebanie w swoich telefonach, ale jak druga strona zakazuje nam dotykać swojego telefonu i tworzy przed nami dziwne ograniczenia, jest to bardzo szczeniackie. Prosta zasada- masz tajemnice- masz coś do ukrycia.

Moja Przyjaciółko, jeżeli jesteś tu jeszcze i dotarłaś do tego momentu tekstu, i już wiesz, że źle się dzieje w Twoim związku- uciekaj. Myślisz, że sobie nie poradzisz sama? Uwierz mi, jesteś cudowną kobietą i spotkasz swojego księcia. Bądź cierpliwa, wymagająca i mniej oczy szeroko otwarte. Pamiętaj, że zasługujesz na wszystko co najlepsze. Jesteś prawdziwą księżniczką a księżniczka nie zadowoli się byle giermkiem. Uciekaj a już broń Boże nie wychodź za mąż za takiego, bo wtedy już nic nie będzie dobrze.

Dlaczego tak się piekle? Dlatego, że Panem mojego serca jest prawdziwy mężczyzna. Kocham kiedy się o mnie troszczy, kiedy płaci za mnie w kawiarni, kiedy kupuje mi piękną bieliznę, kiedy mnie rozpieszcza, kiedy mówi, że mnie kocha… W 11 roku małżeństwa czuję się coraz bardziej szczęśliwa, piękna, młoda i zakochana… czuję że rozbiłam bank!

Szczerze wiem, że są jeszcze tacy mężczyźni jak mój Ukochany. Bardzo Kocham wszystkie kobiety. Pragnę ich szczęścia. Dlatego proszę Was moje Kochane, nie ufajcie podwórkowym Burkom, szukacie szczęścia, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale też nikt nie mówił, że się nie uda.

Mocno Was całuję, Kasia

MIŁOSNA BYLEJAKOŚĆ

11707437_919530641426367_3991123403113851234_nWszechogarniająca bylejakość miłosna jest nie do zniesienia. Jestem osobą mocno wrażliwą jeżeli chodzi o stosunki międzyludzkie. Zwracam ogromną uwagę na miłowanie się ludzi, kochanie, a sprawy honoru traktuję pierwszorzędnie. Mimo, że daleko mi do ideału, jakim bym pragnęła być każdy mój dzień to boksowanie się samej ze sobą o lepszą wersję mnie.

Miłosna bylejakość” to zdecydowanie takie zjawisko, na które jestem wyjątkowo drażliwa. Gdzie się z nią spotkać? Dosłownie wszędzie. Znajdziecie ją w domu rodzinnym, gdzie matka całe życie trzymała ojca pod przysłowiowym pantoflem, będąc z nim tylko dla dobra dzieci lub z prostych potrzeb finansowych.  Znajdziecie ją u fałszywych przyjaciół i u rodziny, która pamięta o was tylko w chwilach, kiedy znajduje się w potrzebie. Znajdziecie ją również w swoich związkach, jeśli się tylko dobrze im przyjrzycie.

Żyjemy w czasach kiedy ważna jest oprawa, otoczka naszego życia. A w środku- wydmuszka. Nasze mamy i babcie wzruszały się do piosenek Seweryna Krajewskiego:

[…]

Miasto, które zna jak brudną plamę,
teraz niech jak sen przy tobie zgaśnie,
szkoła, którą dał jej ten kochany,
zniknie nagle, tak jak lęk poranny.

Daj, daj tej dziewczynie biały welon,
kup, kup dwie obrączki szczerozłote,
zgaś, zgaś podły uśmiech ludzi złych!

A potem daj, daj tej dziewczynie czyste ręce.
idź, idź do jej matki na niedzielę.
walcz! walcz! niech was nie pokona czas!

Szarość zwykłych dni jej nie porazi,
place, które śpią jak po chorobie,
ciasny, stary dom, bez gniazd bocianich,
świata groźny szum, co płynie z gazet.

Świecić będzie jej urody nagłość,
w czarną, zimną noc i w dzień majowy,
tylko ty masz być jak doktór mądry,
co dzień taki sam i co dzień nowy.

[…]

Co młode pokolenie sądzi o tych piosenkach? Ślub to wydarzenie. Najbardziej stylowi, idą na kurs tańca, ćwiczą układy choreograficzne, stylizują się i organizują „show”. Otoczka – a w środku pusto. Wolę już piosenki z lat 80-tych, przez wielu określane jako kicz. Kupuję te wszystkie proste piosenki o miłości, ponieważ w ich prostocie kryje się kilka mądrych prawd, które gdzieś po drodze zgubiliśmy. Nie chce być modna, chcę być szczęśliwa. Nie chcę aby pokonał mnie czas, nie chcę wrzucić mej miłości do lamusa.

Żyjemy w takich czasach, że małżeństwo często kończy miłość – a przecież ma być początkiem wielkiej drogi zakochania. Dla współczesnych zakochanych kiczem jest jak rodzice się całują, jak dojrzała kobieta ubiera głęboki dekolt dla swojego męża, jak małżonkowie się trzymają za ręce, jak publicznie okazują sobie miłość.

Mój system wartości jest z goła inny. Patrzę z podziwem na moich dużo starszych przyjaciół- zazdroszczę im, że po 30 latach małżeństwa zachowują się jak podlotki. On patrzy na nią jak na dopiero spotkaną kobietę, ona oddaje się mu, jak by był jedynym mężczyzną na ziemi. Widzę siłę ich miłości i wiem, że nie wyobrażam sobie swojego związku inaczej niż właśnie tak.

Razem z mym Ukochanym staramy się żyć naszą miłością. Patrzeć w jednym kierunku, iść razem pod wiatr i z wiatrem, być jednym ciałem i jednym głosem. Mamy malutkie doświadczenie w małżeństwie, bo dopiero 9 lat, ale my już wybraliśmy- chcemy być tym co „oświeceni” nazywają kiczem.

Chcę chodzić z mym Kocurem na babskie imprezy, chcę aby zapraszał mnie na randki, chcę iść z nim na tańce, przeżywać z nim chwile wzruszenia i dawać się porywać na coroczne podróże poślubne. Chcę dostawać kwiaty i przyjmować codzienne wyrazy miłości. A na koniec, chcę przyjmować złośliwe szepty i uśmieszki, ponieważ ci, którzy śmieją się z prawdziwej miłości śmieją się sami z siebie.

Nie wiem kto jest bardziej śmieszny, ci co są zakochani czy ci co wracają do domu, w którym ich drugie połówki ich nie szanują. Do domu, w którym żyją pod jednym dachem z mężczyzną, który do kolegów określa je epitetem „stara”, „moja”, do domu gdzie żona, kobieta traktuje mężczyznę jak najmłodsze dziecko. Ci sami co uważają, że w małżeństwie lub związku z dużym stażem nie ma już miejsca na wrażliwość, pożądanie, szaloną miłość, mają swoje zdradzające ich nieszczęście słabości.

Kobiety uciekają w świat Pana Grey’a, marząc o cudownym i niegrzecznie przystojnym kochanku, którego przy nadarzającej się okazji zamieniły by ze swoim mężem, gdyby tylko nie było to nieeleganckie. Mężczyźni z kolei robią bydlęce oczy do znanych modelek, aktorek i młodych kelnerek, „bo przecież stosunek z własną żoną to jak kazirodztwo”.

I kto tu jest śmieszny? Nasuwa mi się od razu cytat z „Rewizora” Nikołaja Gogola – „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!”.

Dziś kiedy wrócę do domu, wiem że będzie tam na mnie czekał mój Ukochany. Wiem, że przygotuje mi drobną kolację, ponieważ nie potrafi gotować, a ja zachwycę się nią jak bym spożywała nektar bogów, ponieważ liczy się serce i to, że kocham tego mężczyznę do utraty tchu, z każdym dniem bardziej.

Do zobaczenia,

Kasia

FACEBOOKOWI TATUŚKOWIE SĄ NIEMĘSCY

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/07/przystojniak.jpgDużo dobrych kobiet jest i dużo o złych, bardzo trudno jednak wybrać spośród nich taką co zupełnie jest bez wad. Szukasz, aż znajdziesz ją pewnego dnia, dobra jest i piękna jest i serce ma, wtedy ją uwielbiasz ponad świat. Jeśli znajdę taką żonę, że się kochać będę w niej- O.K, O.K, będę zawsze wierny jej. Nie przyczynię takiej żonie ani smutków, ani łez- O Yes, O Yes, będę zawsze wierny jej jak pies. Obnosić będę ją na rękach, rzucę jej pod nogi cały świat, ze słońca będę przez okienko promienie złote dla niej kradł… śpiewał kiedyś Eugeniusz Bodo. Jak wielka szkoda, że prawdziwy dżentelmen, 100% mężczyzna , kochający żonę ponad wszystko, to gatunek wymierający.  

Z wielkim zainteresowaniem śledzę zjawisko wstawiania swojego dziecka przez mężczyzn,  jako zdjęcie główne na popularnych portalach społecznościowych. Choć staram się być na bieżąco w życiu, nie jestem w stanie w żaden sposób zrozumieć tego fenomenu. Obserwując niektórych ludzi zadaje sobie nieustannie pytania, które mają mi ułatwić i zrozumieć ich zachowania. Dawniej na biurkach mężczyźni mieli w ramce swoją Ukochaną, teraz zakładowe biurka zdobią twarze dzieci. Czy żona jest już „instytucją” niepotrzebną? Czy ma służyć mężczyźnie tylko po to aby uczynić go dumnym ojcem?  

Jak widzę swoich kolegów trzymających na biurku same zdjęcia swoich dzieci mam nieodpartą ochotę powiedzieć im: Stary, czy twoja żona jest aż tak beznadziejna, że wstydzisz się ją pokazać? Czy naprawdę ją kochasz skoro traktujesz ją jak przykry sekret? Czy nie tęsknisz za czasem sprzed ślubu, kiedy miłość uderzała wam do głów jak bąbelki?

Dlaczego mężczyzna  zmienia zdjęcie profilowe na dziecko? Czy ma udowodnić to reszcie, że jest dobrym ojcem? Czy może pokazać wszystkim wszem i wobec, że tylko to (dziecko) mu naprawdę w życiu wyszło? Że przekazał idealny materiał genetyczny? Że to jego krew z krwi, idealna jak on sam?

Dlaczego w przypadku narodzin kolejnego dziecka, zmienia się zdjęcie profilowe, tym razem na nowonarodzonego szkraba?  Może jest to jakaś forma równego podziału szans?

Do moich ulubieńców należą jednak ci panowie, którzy pieczołowicie i z ogromnym namaszczeniem zmieniają swoje zdjęcia  profilowe wraz z dorastaniem swoich dzieci. Mała Madzia w powijakach, potem Madzia je marchwiankę, pierwszy ząbek Madzi, pierwszy kucyk, zajęcia z rytmiki, szkolne przedstawienie… dalej brak danych, ponieważ dumni tatusiowie czekają na kolejne wielkie wydarzenia z ich życia, tzn. z życia ich dzieci. Przypomina mi to chińskie zabaweczki z lat 90tych, kiedy mogliśmy opiekować się małym zwierzątkiem, które z czasem dorastało.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/07/tatusiek-620x310.jpgNie da się również nie zauważyć, że jest to pierwsze pokolenie takich „tatuśków”, którzy moim zdaniem nie mają nic wspólnego z byciem dobrym ojcem.  Jestem ogromnie podekscytowana oczekiwaniem na kolejne ruchy moich ulubionych tatusiów. Zastanawiam się czy jak córka dorośnie i będzie mieć 18, 30 lat, kochany tatko też będzie ją mieć w zdjęciu profilowym? A jeżeli nie, to jak to wytłumaczy dziecku? Powie mu, że w końcu jest już duża? Że musi dorosnąć, że już nie jest jego dumą?

Przypomniała mi się śmieszna opowieść znajomych, którzy mówili, że mieli na jednym z portali społecznościowych ustawione zdjęcie syna… do czasu jak mały urósł, sam się tam zalogował i dostał szoku odnajdując swoich rodziców. Hehe nie obeszło się bez rodzinnej awantury, a oni pośpiesznie wykasowali konta.

Mówiąc jednak poważnie, to nie jest to nic śmiesznego. Te wszystkie zachowania mężczyzn z ustawianiem dziecka jako zdjęcia profilowego, zdjęcia w osi czasu lub zasypywania wszystkich w około setkami zdjęć swojego dziecka czy stawianie zdjęcia dziecka w ramce na biurku w pracy, uważam za coś tak miałkiego, prostackiego i ogromnie niemęskiego.  

Ogromnie szkoda mi tych biednych żon, których czasy świetności skończyły się wraz ze ślubem i narodzinami upragnionego dziecka, które zamiast nieść szczęście, zupełnie bez swojej winy staje się powodem poważnego kryzysu związku.

Często mężczyźni z takimi skłonnościami, w życiu kawalerskim są nie lada rozbójnikami i podrywaczami. Mają po kilka dziewczyn na raz, lubią dobrą zabawę, piękne kobiety, mini spódniczki, długie pocałunki… zawracają dziewczynom w głowach a te ślepo zakochane decydują się zestarzeć przy ich boku, marząc, że będą idealnym małżeństwem. Bajka jednak kończy się po ślubie, a definitywnie znika w momencie powiększenia rodziny. Nasz szalony, kochający facet zmienia się w odpowiedzialnego, napuszonego  tatuśka, którego zasób tematów do rozmowy głównie ogranicza się do dziecka, rodziny jako całości i pracy. Nie ma już mowy o żonie, kobiecie, która oddała mu wszystko. Spełniła już jego oczekiwania, dała mu dziecko, coś czego brakowało mu aby po raz kolejny udowodnić sobie swą męskość.   

Tak postępujący mężczyzna przez swoje zachowanie stara się również wykpić od pełnienia zdecydowanie najważniejszej w jego życiu roli, jaką powinna być rola męża. Nietrudno zauważyć, że rodziców sobie nikt nie wybiera w porównaniu do małżonka. Dzieci są osobnymi bytami i ciałami, powinny być otoczone troską i miłością, ale z całą pewnością powinny żyć swoim życiem, powinniśmy im umożliwić spokojny rozwój, bez rodzicielskiego wpychania nosa wszędzie.

Inaczej jest jednak z małżonkami. Wybraliśmy siebie na zawsze. Zdecydowaliśmy być ze sobą, mimo wszystko i ponad wszystko. Nasza nadgorliwość, namolność i czuwanie nad wszystkim powinno raczej znaleźć ujście w naszym związku, prowadząc do lepszego rozwoju, większej miłości, szaleństwa. Z całą odpowiedzialności mogę powiedzieć, że tam gdzie małżeństwo jest w sobie szalenie zakochane i w siebie zapatrzone, tam są szczęśliwe dzieci, prawdziwie szczęśliwe…

Mając w rodzinie kilka szczęśliwych małżeństw, kochających siebie ponad wszystko, wiedziałam, że jak wyjdę za mąż zrobię WSZYSTKO aby też tak mieć. Teraz my z Ukochanym przekazujemy tę mądrość naszej córce, aby wiedziała, że prawdziwej miłości nie szuka się tylko w książkach.

Z żalem patrzę na młode niezamężne kobiety, które rozczulają się nad obrazkiem tatusia z dzieckiem, przeżywając przy tym jakie to urocze i słodkie. Dla mnie nie ma w tym nic słodkiego, bo co jest słodkiego w tym, że zdecydowanie najważniejsza osoba w jego życiu musiała ustąpić miejsca dziecku, które teraz stało się centrum wszystkiego.  Na co dzień rozczulamy się również nad obrazkami mocno starych już ludzi okazujących sobie czułość, które są podpisane „na dobre i na złe”, „w śmierci i w chorobie na zawsze” itd. Czy zdajecie sobie sprawę, że kiedy dziecko w waszym domu jest najważniejsze, to nigdy nie doczekacie takiej starości?  Czy zdajecie sobie sprawę, że ani wy wzajemnie ani wasze dziecko nie będzie tak naprawdę szczęśliwe?

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/07/Zakochana-para.jpgTo co napisałam, napisałam z pozycji najszczęśliwszej kobiety na Ziemi. Biurko mojego Ukochanego zarówno w domu jak i w jego gabinecie zawsze zdobi moje zdjęcie. Z dumą je pokazuje każdemu mówiąc, że z każdym dniem kocha mnie coraz bardziej i coraz bardziej szaleje na moim punkcie. Jest to cudowne uczucie, doświadczyć czegoś takiego. Czuję się wtedy prawdziwą i spełnioną kobietą. Jego zachowanie utwierdza mnie w tym, że jestem zdecydowanie najważniejszą osobą w jego życiu, na wieki i tym samym pragnę mu nieustanie dawać dowody na to, że i on jest moim Całym Światem.  

Gdy patrzę na te wegetujące i poprawne wiązki przypomina mi się teks starej piosenki Haliny Kunickiej:  To były piękne dni, po prostu piękne dni, nie zna już dziś kalendarz takich dat. Wtedy uczyłeś mnie, wymawiać imię swe, wtedy rzuciłeś dla mnie cały świat… Kochani, ratujcie wasze związki.

Pozdrawiam, Kasia Skoczylas

MĘSKI PUNK WIDZENIA W TEJ SAMEJ SPRAWIE

Mimo, że jestem mężczyzną, więc powinienem lepiej od mojej Ukochanej Żony rozumieć motywy postępowania opisanych w powyższym artykule mężczyzn, to niestety zrozumieć ich nie potrafię… Nigdzie bardziej niż właśnie w szczęśliwej żonie nie można odnaleźć własnego sukcesu jako mężczyzny. Jeżeli kobieta, która oddała mi swoją rękę, serce, własny los, całe swoje życie uśmiecha się przy moim boku, jest bardzo szczęśliwa, czuje się bezpieczna, usatysfakcjonowana, spełniona, do szaleństwa zakochana – to jest miara mojego sukcesu. O ileż bardziej niż sukcesy sportowe, zawodowe czy nawet rodzicielskie. Zyskać uznanie u tej Jedynej, u wybranki, dojrzałej osoby, która zna mężczyznę lepiej niż ktokolwiek inny może go poznać – to najprawdziwsze zwycięstwo. Męskość oceniać można w zasadzie jednym kryterium – stosunku do kobiet (a kobiecość stosunkiem do mężczyzn).Jeśli dziecko (rodzice, praca, koledzy…) staje się na równi ważne lub ważniejsze od ukochanej osoby to jest to dowód na potężny kryzys męskości i kobiecości.

Wiem że czasami ta niemęska postawa tatuśków detronizujących żonę z należnej jej najważniejszej pozycji stanowi niejako reakcję na złe zachowanie małżonki, która ich przestała mieć za najważniejszych. Obawiam się jednak, że najczęściej jest to własny wybór tych mężczyzn – o ileż łatwiej starać się o małego człowieka o niezwykle ograniczonych wymaganiach niż o dojrzałą i przez to bardziej wymagającą żonę. A nawet jeśli to kobieta pierwsza poszła w fatalną stronę uczynienia z dziecka najważniejszej osoby życia – to wtedy odważnym zadaniem mężczyzny jest wielkie staranie o właściwy stan rzeczy w małżeństwie i rodzinie. Wszak męskość to między innymi odwaga w trudnych sytuacjach.

Ktoś mógłby mi odpowiedzieć – łatwo mi radzić, kiedy sam mam najwspanialszą Żonę na świecie, która codziennie mi pokazuje że jestem najważniejszy. To prawda, jest najwspanialsza, ale ani Ona ani ja nie urodziliśmy się tacy w sobie zakochani i tak bardzo sobie oddani. To jest efekt codziennej pracy Ukochanej Żony, ale i mojej własnej. Podziwiam w mojej Księżniczce nie tylko cudowne rezultaty Jej pracy nad sobą, ale również i trud który codziennie podejmuje. Panowie – chcecie mieć naprawdę szczęśliwe małżeństwo – pracujcie nad nim codziennie bez ustanku, mówcie swoim ukochanym że są i zawsze będą na pierwszym miejscu, codziennie popierajcie te słowa konkretnymi czynami, codziennie kochajcie je bardziej. Zobaczycie – kobieta jeśli jest wartościowa odwzajemni te starania.

Jakub Skoczylas

Dla tych, którzy chcą bardziej pogłębić temat polecamy inny tekst Kasi.