To, co tygryski lubią najbardziej, czyli śniadania do łóżka

Wszystkie dobrze wiemy, że nic tak nie podkręca atmosfery w małżeństwie, jak nie planowana, wieczorna randka niespodzianka. Romantyczna muzyka, świece, odrobina pysznego wina. Wszystko to wiemy i stosujemy, ale mało kto wie, jak dobrze działają na małżonka poranne śniadania podane do łóżka. Jeżeli macie jeszcze wątpliwości, przeczytajcie nasz artykuł. 

Każdy z nas lubi być doceniany i rozpieszczany, a w szczególnie nasi mężowie. Nic nie stoi nasmall_20120613_IMG_7805 przeszkodzie, aby trud, jaki wkładają w utrzymanie rodziny wynagrodzić im nie tylko kolacjami, ale i pięknymi, porannymi śniadaniami. Mój mąż ma mocny sen, więc nawet mielenie kawy w młynku automatycznym nie jest w stanie go obudzić. Dlatego kilkukrotnie udało mi się zrobić mu takie niespodzianki z rana. Prawda jest taka, że jak zawsze ma problem, aby zerwać się w weekend z łóżka, tak po takim śniadaniu cały dzień chodził zadowolony.

Gorąca kawa lub herbata. A może kakao?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Punkt numer jeden. Zależy, kto co lubi. Ja nie pijam kawy praktycznie w ogóle. Raz na dwa tygodniu filiżankę u mojej manicurzystki, chociaż ostatnio już wybieram herbatkę. Aczkolwiek mąż kocha kawę. Ale nie jakąś tam, jak to nazywa “lurę” rozpuszczalną. Prawdziwą czarną, najlepiej świeżo mieloną kawę. Całą rodzinę zobligowałam do tego, aby na prezenty kupowali mu zestawy do kawy. A więc dorobiliśmy się młynka i kawiarki, oraz zestawu aromatycznych, czarnych kaw, także w wersji smakowej. Wszystkie kawy kupuje w Cafe Havana Wrocław u uroczej Madzi. Mamy do wyrobu czarną z pomarańczą, z wiśnią, o smaku Rafaello, albo orzecha laskowego. Puszek jest do wyboru, do koloru. A smak i zapach z rana po zmieleniu – nie do opisania. Kawę mielę na świeżo przed podaniem i przygotowuje w kawiarce. Dodaję niewielką ilość mleka i oczywiście – nie słodzę. Słodzona kawa to grzech śmiertelny10870897_0 numer jeden. Dla siebie robię herbatę. Ale także musi być aromatyczna i smakowa. Nie piję herbat z torebek. Jestem fanką herbat liściastych. Mamy wiele wyrobów z Chin, które wysłała nam nasza koleżanka Zhou Lee. Białe, zielone lub czerwone, ostatecznie czarne. Ostatnio numer jeden to herbata z pomarańczą i truskawką. Musimy pamiętać, żeby przygotować dobry dzbanek do parzenia. Musi on być zaopatrzony w sitko, aby liście były oddzielone od naparu. Można taki dzbanek postawić na świeczce, aby napar być cały czas ciepły. Tak samo możemy zrobić z kawą. Takie stojaki pod świeczkę możemy kupić w sklepach z gadżetami. Jeżeli nasz kochany nie przepada za kawą lub herbatą to może będzie zadowolony z tego, jak zrobimy mu  kakao, jak mama robiła mu, jak była malutki. Najlepiej, żeby było to kakao prawdziwe, a nie rozpuszczalne przygotowane na mleku 3.2%.

Chlebek, bułeczki i grzanki

DSCF18661-1024x594Pieczywo, możemy podać świeże. Najlepiej, aby było z piekarni, jeżeli takową mamy pod nosem. Nic nie robi tak dobrze z samego rana, jak krucha bułeczka. Dodatkowo można ją smarować masłem śmietankowym. Nie musi to być gruba warstwa, bo jak wiadomo masło specjalnie nie służy, ale raz na jakiś czas można zrobić sobie dobrze. Można też przygotować grzanki. Dobrym pomysłem są grzanki z masłem czosnkowym lub ziołowym. Jeżeli nie używamy masła świetnie sprawdzi się też pesto pomidorowe lub bazyliowe, albo pasta z avocado. Grzanki możemy przygotować w piekarniku lub tosterze. Nie mogą być twarde, chlebek ma być miękki, ale chrupiący, lekko podpieczony. Pieczywo możemy też upiec sami. W sieci jest wiele przepisów na bułeczki, lub chleby w zależności od tego, co lubimy.

Sałatki różnego rodzaju

Zawsze możemy też przygotować sałatkę. Tu wybór jest wręcz nieograniczony. Warzywne, z mięsem i DSCF2487-595x446owocami morza, z orzechami. Ogranicza nas tylko nasza własna wyobraźnia. Ważne, aby taka poranna sałatka była pełna kolorów. To pobudzi nasze zmysły z samego rana. Ważne też, aby dostarczała dużo wartości odżywczych, abyśmy mieli energię na cały poranek, do czasu kolejnego posiłku. Jeśli ograniczamy węglowodany, nie powinniśmy używać ryżu, makaronów i ziemniaków. Zostaje nam mięso i warzywa. Z sosów możemy zawsze użyć stary i pospolity majonez, albo oliwę z oliwek. Ale mamy też wiele gotowych sosów w delikatesach, mniej lub bardziej smakowych. Zawsze możemy także przygotować go same: czosnkowy, vinegrette, grecki, włoski, musztardowo-miodowy, tysiąca wysp, etc.

Jajka w różnej postaci

sniadanie_-jajko-na-miekkoTu mamy wiele wyborów: jajecznica, jajka na twardo, w koszulce, sadzone, na miękko, jajka po burgundzku, po holendersku, faszerowane. Jajka są bardzo dobrym pomysłem na śniadanie. Przede wszystkim dostarczają dużo białka. Są smaczne i świetnie łączą się z pastami, łososiem, kurczakiem, szynką, pomidorami, wasabi, kawiorem, etc. Co jeszcze ważne, jajka są bardzo łatwe w przygotowaniu i na pewno spodobają się drugiej połówce, jeżeli tylko je lubi. Przygotowałam dla Was przepisy, które umieściliśmy na dole postu.

Pasty do kanapek

Są super sposobem na urozmaicenie kanapek. Nie musimy standardowo przygotowywać kanapek z serem, szynką i warzywami. Możemy zrobić pasty z sera białego, żółtego, fety, z jajka, ryb lub owoców morza oraz warzyw. Ważne, aby były o intensywnym smaku.

***

Przepisy

Jajka na twardo faszerowane serkiem chrzanowym i łososiem

Składniki:
  • dwie łyżeczki serka Almette,
  • dwie łyżeczki chrzanu,
  • szczypta czosnku granulowanego,
  • szczypta pieprzu czarnego,
  • cztery jajka na twardo,
  • cztery kapary,
  • cztery paski łososia wędzonego,
  • sos musztardowo-miodowy,
Przygotowanie:
  • Jajka gotujemy na twardo, około 6 minut. Wyjmujemy, zalewamy zimną wodą i hartujemy, Następnie obieramy ze skorupki i kroimy na pół wzdłuż dłuższego boku. Żółtka wyjmujemy małą łyżeczką.
  • Serek łączymy z chrzanem, żółtkami i przyprawiamy pastę pieprzem, czosnkiem.
  • Jajka faszerujemy serkiem z dodatkami. Układamy na wierz łososia i kapary.
  • Jemy z sosem miodowo-musztardowym.

DSCF2647

Sałatka z ryżem parabolicznym i sosem curry

Składniki na sałatkę:
  • 2 woreczki ryżu parabolicznego
  • puszka ananasa
  • puszka kukurydzy
  • papryka żółta
  • 3 wędzone udka lub gotowane
Składniki na sos curry:
  • 3 łyżki majonezu
  • pół szklanki soku z ananasa
  • 4 łyżki przyprawy curry
  • pieprz czarny
Przygotowanie:
  • Sos przygotowujemy wcześniej. Do glinianego kubeczka wrzucamy 3 łyżki majonezu, sok z ananasa.
  • Mieszany do czasu uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy curry i odrobinkę pieprzu. Sosik gotowy Ryż gotujemy w bulionie lub osolonej wodzie przez około 10-15 min. Odcedzamy go i przesypujemy do miski.  Mięsko odrywamy od kości do dodajemy do miski.
  • Ananasa kroimy w małe kosteczki i przerzucamy do miski. Następnie kroimy paprykę i dodajemy kukurydzę. Na sam koniec zalewamy sałatkę sosem.
  • Można ją wymieszać, chyba, że chcemy, aby ładnie wyglądała.

DSCF2489-595x446-595x455

Sałatka z makaronem, wędzonym kurczakiem i sosem czosnkowym

Składniki na sałatkę:

  • dwie paczki makaronu instant z zupek chińskich
  • 3 uda wędzone z kurczaka
  • puszka kukurydzy
  • 10 liści kapusty pekińskiej
  • jeden ogórek szklarniowy
  • jedna papryka czerwona
  • jedna papryka żółta
  • pomidorki cherry

Składniki na sos czosnkowy:

  • dwie paczki makaronu instant z zupek chińskich
  • 3 uda wędzone z kurczaka
  • puszka kukurydzy
  • 10 liści kapusty pekińskiej
  • jeden ogórek szklarniowy
  • jedna papryka czerwona
  • jedna papryka żółta
  • pomidorki cherry

Przygotowanie:

  • Sos przygotowujemy wcześniej, aby się przegryzł. Do kubeczka glinianego lub miseczki wlewamy 2 łyżki majonezu, 3 łyżki śmietany, sok z cytryny i łyżkę oliwy. Mieszamy, aż uzyskamy jednolitą konsystencję. Przyprawiamy czosnkiem, pieprzem i koperkiem.
  • Kapustę pekińska szatkujemy bardzo drobno. Przerzucamy do miski. Makaron kruszymy i zalewamy wodą lub gorącym bulionem i czekamy, aż zmięknie.
  • Zrywamy mięso z udek i dzielimy na drobne kawałki. Dodajemy je do miski. Następnie odcedzamy makaron i dodajemy do sałatki.
  • Jako kolejną warstwę dodajemy pokrojoną drobno paprykę, ogórka, kukurydzę z puszki.
  • Na górze układamy pokrojone w połówki pomidorki i zalewamy sosem czosnkowym.
  • Sałatkę możemy przemieszać, ale ładniej wygląda warstwowa.
  • Ozdabiamy poszatkowanym szczypiorkiem.

DSCF2487-595x446

Jajko w koszulce na bułeczce z sosem holenderskim

Składniki na sos holenderski:

  • 4 żółtka w temperaturze pokojowej
  • 150 ml roztopionego masła
  • szczypta soli 
  • szczypta pieprzu białego zmielonego
  • 1 łyżka soku z cytryny

Składniki na jajka:

  • 1 litr wody
  • 4 łyżki octu winnego
  • 2 jajka

Składniki na bułeczki:

  • dwie bułeczki posmarowane masłem
  • łosoś w plastrach
  • warzywa
  • serek Almette
Przygotowanie:
  • Bułeczki,przekrojone na połówki i  posmarowane masłem pieczemy 5-7 min w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.
  • Wodę doprowadzamy do wrzenia w garnku i dodajemy ocet winny. W momencie kiedy zacznie wrzeć powoli wpijamy jajko. Musimy zrobić to delikatnie, aby się nie rozwaliło. Ma być jednolite.
  • Zmniejszamy ogień pod garnkiem, aby się lekko ścięło, tylko z zewnątrz z białka. Trzymamy 3-5 min. Wyciągamy łyżką-sitko, aby odciekło z wody.
  • Układamy na bułeczce, na którą wcześniej daliśmy serek i łososia. Żółtka wbijamy do wysokiej miski.
  • Uruchamiamy mikser na najniższych obrotach i ubijamy żółtka. Dodajemy soku z cytryny i dalej ubijamy powoli. W momencie kiedy zacznie się lekko zagęszczać zwiększamy powoli obroty. Ale nie na całość możliwej prędkości miksera.
  • W garnku roztapiamy masło. Nie gotujemy go. Roztopione powoli dodajemy do ubijanych żółtek, powoli, aby się sos nie ściął. Teraz może powoli się zagęszczać.
  • Wtedy zwiększamy obroty miksera. Możemy już dojść do maksa. Sos musi być gęsty, jak majonez. Przyprawiamy pieprzem białym i solą.
  • Jajko na bułeczce polewamy  sosem i podajemy z warzywami.

DSCF2352

Pasta jajeczna z żółtym serem i ogórkiem

Składniki:
  • 3 gotowane na twardo jajka
  • 100 g startego sera Gouda
  • 1 łyżka majonezu Winiary
  • 4 ogórki konserwowe
  • 1/3 kiełbasy Podwawelskiej
  • szczypiorek
  • pieprz zmielony
Przygotowanie:
  • Jajka gotujemy na twardo. Obieramy ze skorupki i drobno kroimy.
  • Przekładamy do miseczki.
  • Ścieramy ser na tarce o średniej wielkości oczkach. Dodajmy do jajek.
  • Ogórki i kiełbasę kroimy w drobną kostkę. Dodajmy do jajek i sera.
  • Do całości dodajemy majonez i pieprz.
  • Całość miksujemy, ale nie za długo, aby nie zrobiła się papka. Na koniec siekamy szczypiorek i dodajmy na koniec.
  • UWAGA: Kiełbasę przed dodaniem do pasty można usmażyć w piekarniku

DSCF22401

Grzane kromeczki z chleba orkiszowego z wędzonym łososiem i mozzarellą

Składniki:
  • 8 kromek chlebka orkiszowego (na cztery tosty)
  • 8 plasterków świeżego ogórka
  • ścinki wędzonego łososia
  • 4 plasterki pomidora malinowego
  • 4 pomidorki suszone marynowane
  • łyżka serka twarogowego – koziego
  • 4 oliwki zielone pokrojone w krążki
  • przyprawy toskańskie (suszone pomidorki, bazylia, oregano, tymianek)
  • oliwa smakowa (pomidorowa lub paprykowa)
  • 2 łyżki pesto bazyliowego
  • 2 łyżki pesto pomidorowego
  • 1/2 białej cebuli poszatkowanej
  • pieprz świeżo zmielony
  • czosnek
Przygotowanie:
  • Kromki kładziemy naprzeciwko siebie. Obie strony delikatnie smarujemy oliwą smakową i przyprawiamy pieprzem i czosnkiem. 
  • Następnie smarujemy wybranym pesto. Na dolnej kromce układamy mozzarellę i łososia, a na górnej pomidora, ogórek i oliwki. Przyprawiamy ziołami toskańskimi.
  •  Gdy złożymy już wszystkie kromki kroimy je po diagonali, wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 st (z termoobiegiem) i pieczemy 20-25 min. 

DSCF1651

Wszystkie przepisy pochodzą z bloga Gotuj & Kropka

Wychowujesz syna… dla synowej… nie dla siebie!

Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, ponieważ dostałyśmy list od jednej z Pań, która czyta naszą Fabrykę. Oczywiście, takie listy bardzo nas cieszą i obiecujemy na wszystkie odpisywać. Smutne jest tylko to, z jaką sprawą Pani “Małgorzata” do nas napisała. Temat jest wszechobecny i może dotyczyć nie tylko jej, ale i innych żon, dlatego postanowiłyśmy go opublikować (za zgodą autorki). Imiona w liście zostały specjalnie zmienione, ponieważ nasza czytelniczka chciała zostać anonimowa.

Droga Kasiu,

Czytam regularnie Fabrykę Kobiecości, a szczególnie podoba mi się rubryka małżeńska, która prowadzisz. Artykuły są naprawdę piękne i pokazują miłość małżeńska taką, jak powinna być. Jestem, nie ukrywając o to zazdrosna, ponieważ niestety moje życie małżeńskie tak pięknie nie wygląda. Nie chodzi o to, że jestem jakoś źle traktowana, czy trafiłam na sadystę. Myślę, że to było by łatwiejsze w rozwiązaniu, bo od razu bym odeszła. Mój mąż jest gorszym przypadkiem, przynajmniej w moim odczucie. Jest maminsynkiem. Nie potrafię z tym walczyć, ani go zmienić, bo moja teściowa, zakochana w swoim synku mamusia, cały czas swoim zachowaniem mi to uniemożliwia. Prawda jest też taka, że nie wiedziałam za kogo tak naprawdę wychodzę za mąż. Owszem, mąż mieszkał z rodzicami przed ślubem, ale ani nie mieszkaliśmy razem, spotykaliśmy się na randach, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tak źle. Ale może zacznę od początku.

Małżeństwem jesteśmy  cztery lata. W domu pracuje tylko ja. Mój mąż, co chwile pracę traci. Powody są ciekawe – zawsze jest według mojego męża wina szefa. Albo ktoś go nie docenia, albo zarabia za mało, a stać go na więcej, albo ktoś mu zwraca uwagę, że ma coś poprawić, a on tego nie lubi. Najgorsze jest, że we wszystkich jego decyzjach jego mama go popiera. Co chwilę słyszę: „Tak synku, zostaw tę pracę, stać cię na więcej. Przecież Gośka pracuje. Dlaczego ty masz się męczyć, jak ci źle”. Wszystko było by nawet normalne, bo czasy się zmieniły, teraz mogą pracować kobiety, a mężczyźni mogą być w domu, gdyby on w tym domu „bywał”. W momencie, kiedy mój mąż nie pracuje, siedzi w domu, nic nie zrobi, nie posprząta nawet w koło siebie. Wstaje z łóżka około południa, idzie zrobić sobie jeść, talerze walnie do zlewu, nawet nie włoży do zmywarki i… idzie do komputera, gdzie spędza czas do momentu położenia się spać. Gra w jakieś gry, których fenomenu absolutnie nie rozumiem. Łączy się w internecie i innymi graczami i tylko ja i nasz syn słyszymy potok brzydkich słów lecących z pokoju. Tak, samy synka. Ma 3 latka. Mąż nie ma dla niego czasu, bo wiecznie zajęty jest swoimi sprawami. Gdy wracam z pracy, to pierwsze za co się łapie to gotowanie i sprzątanie. Nic nie jest w domu zrobione, a na dodatek on jeszcze bałaganu dokłada. Urabiam sobie ręce i jestem niesamowicie zmęczona. Najbardziej smutne w tym wszystkim są wizyty teściowej, która potrafi wpaść niezapowiedziana w momencie największego kryzysu i tylko skomentować: „Zawsze wiedziałam, że się do niczego nie nadajesz. Mój syn mógł wziąć lepszą żonę. Ani sprzątać nie umiesz, ani się nim zająć” i po takim monologu  zabiera się za pranie jego gaci i robienie mu kanapeczek i podkładanie pod gębę. Przestałam go już kochać. O miłości nie ma mowy. Miłość przerodziła się w nienawiść i żal. Mam ochotę odejść i zapewne to zrobię, bo która kobieta będzie popychadłem w sidłach synusia mamusi. Jedyna osobą po mojej stronie, jest siostra mojego męża, moja szwagierka. Tylko ona wie, jak mocno ich matka go skrzywiła i opowiada, że zawsze tak było. Marek był pupilkiem matki. Płaciła jego rachunki, sprzątała po nim i zawsze głaskała mimo, że popełniał błędy, wręcz drastyczne. On zawsze był tym kochanym, złotym synkiem, a ona była gnębiona, goniona do roboty, sprzątania i jeszcze zajmowania się nim. Tylko, że ona wyszła na ludzi. Ma własną firmę, kupę kasy, dom, a on… ma gry komputerowe i dwie lewe ręce, oraz mamusię, która mu dogadza. Wiem, że z mojego małżeństwa nic nie będzie, to zaszło za daleko, ale… nie chciałabym popełnić tych samych błędów, gdy będę wychowywać własnego syna. Nie chcę, aby jego żona psioczyła na mnie tak, jak ja psioczę na moją teściową. Nie chce, aby miała mnie za potwora. W końcu sama przeszłam to piekło, dlaczego mam młodej to zafundować. Gdzie jest złoty środek? Jak wychować syna tak, aby żona była z niego zadowolona i dumna, aby nie była popychadłem?

Z pozdrowieniami,

Małgorzata

***

Męskim okiem…

Szanowna Pani Małgorzato,
Nie jestem co prawda ani żoną ani matką. Jestem w pierwszej kolejności mężem wspaniałej dziewczyny, po drugie jestem ojcem. Jako mąż rozumiem jak wielkim skarbem jest kobieta, jak wielkim skarbem jest żona. Powiem szczerze, że dla mężczyzny „żona” to chyba najważniejsze słowo na świecie. Nie ma większego szczęścia ani zwycięstwa dla mężczyzny niż szczęśliwa żona. Zaręczam, że dla mężczyzny nie ma większej satysfakcji niż uszczęśliwianie małżonki. Jestem, jak również wspomniałem również ojcem, ojcem dziewczynki. Wiem, że szczęście najważniejszej osoby na świecie – mojej Ukochanej Żony jest w moich rękach, zależne od moich starań. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że szczęście mojej córki, nie leży przede wszystkim w moich rękach – leży głównie w rękach jej przyszłego męża. Dlatego dodatkowo zależy mi na właściwym wychowaniu młodych mężczyzn.

Co robić? Z pewnością, choć to trudne, uczyć syna jak ważne jest małżeństwo. Po drugie, choć może brzmi to staroświecko, uczyć że honor mężczyzny objawia się przede wszystkim w stosunku do kobiet – ze zdecydowanym wskazaniem na żonę. Mężczyzna, który nie szanuje żony sam nie jest godzien szacunku. Potwierdzi to każdy spełniony mężczyzna, każda spełniona kobieta. Co więcej, dobrze jest wbrew własnej trudnej sytuacji, wskazać że rozpieszczana kobieta da mężowi o wiele więcej szczęścia niż ktokolwiek inny i cokolwiek innego na świecie. Młody chłopiec, a później młody mężczyzna wcale nie będzie szczęśliwy jeśli mu się pobłaża we wszystkim. Dla mężczyzny potrzeba oczywiście sporej dozy wolności. Jednak mężczyzna potrzebuje również wyzwań, wymagań. W mojej opinii potrzebuje ich jeszcze bardziej niż kobieta. Trzeba synowi stawiać wymagania – w imię szczęścia Pani przyszłej synowej – czyli niejako Pani córki, w imię szczęścia Pani syna. Miłość to dawanie, miłość to też stawianie wymagań, ale nie można sprawiedliwie stawiać wymagań jeśli się uprzednio nie daje z siebie. Z jednej strony w Pani przykrej sytuacji może być ciężko tego uczyć. Z drugiej strony sama Pani wie, ile zła wynika z męża który nie poświęca swojego życia dla szczęścia własnej żony. Jeśli a przykład w Pani otoczeniu, wśród Pani znajomych, jest małżeństwo w którym mąż jest szalenie zakochany w żonie, warto przedstawiać ich jako wzór do naśladowania.

Jakub

 

***

Jeżeli macie ochotę do nas napisać podajemy adres mailowy: kasia.skoczylas@vp.pl. Na każdy list postaramy się odpisać. Opublikujemy je też na naszym blogu- jeżeli nam pozwolicie.

Pozdrawiamy, Kasia i Monia. 

 

 

TOKSYCZNI RODZICE – AUTONOMICZNOŚĆ W ZWIĄZKU

Dawno nie pisałam tekstów dotyczących związków. Nie wynika to z tego, że zmieniłam poglądy. Mam głowę pełną pomysłów, które chcę dla Was spisać ale ciągle brakuje mi czasu. Dla tych z Was, którzy ponaglali mnie o moje teksty, mam pewną niespodziankę. Okazuje się, że takie same podejście do materii związków ma moja przyjaciółka Monika. Jest to jedyna osoba, której mogę swobodnie przekazywać pałeczkę do zakładki “woman in love”. Zachęcam Was gorąco do przeczytania tekstu Moni. Mam nadzieję, że będzie częściej pisywać na Fabrykę, mam też nadzieję, że i ja niebawem znajdę czas aby coś dla Was napisać.

Całuję, Kasia Skoczylas

 

Obiecałam, że napiszę ten artykuł specjalnie dla Kasi i Jakuba, do ich wyjątkowej rubryki. Zbierałam się trochę, bo napisanie nawet kilku słów na ten temat sprawia, ze czuję się, jakby obdarta z intymności, a artykuły Kasi i Jakuba są tak wyjątkowe, że napawają optymizmem. Sprawy, o których mogę napisać kilka słów,  są to sprawy bardzo bliskie mi i mojemu mężowi, wręcz wewnętrzne, ale dzisiaj rano pomyślałam sobie, że jeżeli moje przemyślenia i opis tego, co nas spotkało pomoże chociaż jednej parze w rozwiązaniu ich problemów, to będzie swojego rodzaju sukces.

pobrane (2)Nie czuje się specjalistką od związków i małżeństwa. Moje poprzednie związki to z natury były klapą. Prawda była taka, że klapą były zanim się jeszcze zaczęły, ale ja, nieświadoma i zakochana wmawiałam sobie, że będzie lepiej. Z moim mężem było inaczej, ale oczywiście, wspólny margines być musiał.

Z mężem będziemy świętować dopiero drugą rocznicę ślubu, a trzecią znajomości. Pobraliśmy się szybko, bo po sześciu miesiącach mój mąż się oświadczył, a po dziesięciu był ślub. Nie chcieliśmy czekać i sprawdzać się, jak robią niektórzy. Albo się kogoś kocha i mu ufa, albo nie. Nie ma okresów próbnych. Miłość i związek to nie towar na półce w Media Mart, gdzie masz okres gwarancyjny i po tym czasie, możesz nieudany zakup wyrzucić. Każdy z nas ma serce, które może zostać zranione, a kolekcjonowanie takich ran sprawia, że stajemy się oziębli na jakikolwiek zabieg uczuciowy ze strony świata. Ja byłam oziębła. Mocno oziębła. Po dwóch nieudanych związkach, w którym byłam tylko narzędziem do spełniania oczekiwań matek moich chłopaków czułam się wykorzystana i wypruta z samej siebie. Nie posiadałam tożsamości, ani samooceny. Wiecznie poganiana za coś, co nie pasowało owym paniom, myślałam, że tak musi być, że dzieci słuchają się rodziców, a ja muszę tańczyć, jak mi zagrają. Moja mama, owszem, nie przeczę, także była specyficzna. Nadopiekuńcza i lubiąca kontrolować sytuację. Jednak nijak to się miało do tego, co zobaczyłam u mam moich partnerów. Po kilku latach i dwóch zerwaniach z mocnymi zakończeniami, czułam się, jakbym złapała Pana Boga za nogi. W końcu wolna. Nikt nie mówił, co mam założyć na siebie, jak mam się zachowywać, jak odzywać i z kim zadawać. Mogłam robić, co chciałam. I robiłam. Mniej, lub bardziej normalnego. Nie ważne było zdanie innych. Postanowiłam sobie być zimną i niedostępną. Odtrącającą wszystkich i wszystko. W końcu, stała mi się nie lada krzywda. Było to w drugim związku, ale nie będę o tym pisać. Trudny, ciężki temat i bolesny, mimo lat, które minęły. Wiedziałam, że już nic nigdy nic nie będzie takie same. Tak mijały mi miesiące. Dziadowskie miesiące. W międzyczasie, z powodu swojego nastawiania do świata, który blokował prawdziwą mnie, robiąc ze mnie „zimną sukę” straciłam przyjaciela. Dobrego przyjaciela. Ból, jaki spowodowało w moim wnętrzu, mimo tego, że strach do związków brał górę sprawił, że zaczęłam myśleć i zastanawiać się, co ja właściwie robię i czego potrzebuje. Los tak chciał, że w tym trudnym dla mnie okresie poznałam c70e062d54-p164uqe89h1m301a2apn7hqiok1zareczyny_na_smiercmojego męża. Bałam się, nie powiem, że nie. Przeraził mnie. Ktoś, to po kilku spotkaniach na stopie koleżeńskiej wyznaje Ci uczucia i twierdzi, że wie, co czujesz i będzie czekać, aż przestaniesz się bać. To było okropne. Jak kolejna próba manipulacji, której nienawidziłam. Starałam się izolować, ale jak widać, nie ja decyduje o swoim losie. Bóg jest zawsze krok przede mną i kieruje na odpowiedni tor. Mimo prób izolowania się, każda chwila spędzona bez tego człowieka jawiła się, jako ta stracona. Nie wiedziałam kiedy, postanowiłam zaufać. Wszystko działo się tak szybko. Decyzja o związku, zaręczyny. Nie miałam dużo czasu na przemyślenia, ale może to lepiej. W takich momentach nie potrzeba przemyśleń. Albo się czegoś chce, albo nie. Owszem, natrafiliśmy na przeciwników. O ile moi rodzice okazali się ukojeniem moich ran i mocno nas oboje wspierali, o tyle rodzice mojego ukochanego stali mocnym okoniem na nasz związek. Nic im nie pasowało. Chwytali się wszystkiego, aby nas do siebie zniechęcić. Nie pasował im fakt, że byli nieobecni przy zaręczynach. Od tego się zaczęło. Oczekiwali wielkiego splendoru na dwie rodziny i zgód z obu stron, albo ich braku. Zniesmaczeni, że nikt nie spytał ich o zdanie, pffff. Próbowali manipulować ślubem, nami, moimi rodzicami. Sukienka nie taka, przyjęcie nie takie, macie niewychowaną córkę, etc etc. Nawet padł z ich ust pomysł, że pojadą do kurii, aby zablokować uroczystość. Problemem byłam ja. Oczywiście, znów ja. Za brzydka, nie da mężowi dziecka, do niczego się nienadająca, a na dodatek mająca własne zdanie nie pasujące do ich wzorca tradycji. Tak – nic nie było zgodnie z tradycją. Żadnych pogańskich ślubnych obrzędów, wjeżdżających tortów, imprezy na sto par. Nikt nie szanował tego, co wewnętrznie ja i mój narzeczony postanowiliśmy, ze chcemy nas, a nie poklasku w blasku swiatla. Nikt, nie rozumiał, ze ślub to przysięga dwóch osób, a nie splendor, gdzie każdy się o wszystko kłoci. Chcieliśmy, aby nasz ślub był inny, był dla nas. Usłyszałam kolejną salwę tego, co zawsze. Co się zmieniło, że nie uciekłam? Miałam JEGO wsparcie. Postawił się całej swojej rodzinie i zdecydował, że życie chce spędzić ze mną. Pomimo wszystkim i wszystkiemu. Niestety, kończyło się to stwierdzeniem: „jak nie przyjdziecie, to trudno”, ale inaczej się nie dało. Czyż nie na tym polega miłość? Przy podpisywaniu protokołu przedślubnego utwierdziłam się w przekonaniu, ze robimy dobrze, nie licząc się z ich zdaniem. Proboszcz, który nam towarzyszył miał ucieszoną buzię na wieść o tym, jaki ślub panujemy,a jakie problemy mamy. Skromny, nastawiony na uroczystość w kościele, ze scholą muzyczną, bez wystawnej sukni i latających gołąbków, później przyjęcie dla znajomych. Jak to określił, zwracając się do mojego narzeczonego: „Masz chłopie szczęście! Gdzie Ty taką żonę sobie znalazł”. Pokazał nam jeden z punków, który za chwile mieliśmy podpisać. Brzmiał on w wolnym tłumaczeniu tak: od teraz najważniejsza jest Twoja zona/mąż, później długo, długo nic. Następnie Wasze dzieci, a później, może rodzina, blog_zh_3132039_3243946_tr_artykul_50jak im pozwolicie. To my stanowiliśmy jedność. Nikt inny nie mógł się do nas wtrącać. Do ślubu oczywiście doszło, jak planowaliśmy. Nikt nie zepsuł nam uroczystości, chociaż próbowano odstawiać sceny godne Oscara. Mimo wszystkiemu, co mi zrobili, w trakcie uroczystości w kościele stanęłam przy kredensji, gdzie był mikrofon i powiedział w trakcie modlitwy wiernych, że modlę się za moją nową mamę i nowego tatę i chcę, aby w końcu stali się częścią naszej wspólnoty. Teściową to ruszyło. Mamy obecnie bardzo dobre relacje ze sobą, nawet powiedziałabym, że się mocno lubimy. Obie pogadałyśmy i teściowa przeprosiła oraz przyznała się do błędu. Dla niej teraz będę dobra, dopóki będzie dobra dla jej syna, a że widzi szczęście mojego męża. Pokusiła się nawet o stwierdzenie, że podoba jej się nasze prowadzenie tego małżeństwa: zawsze razem, zawsze wspólne zdanie, bez kłótni, bez rad innych. 

Teścia nie ruszy już raczej nic. Na opis jego zachowania szkoda czasu, bo on był prowodyrem tej zwady i wojny. Wybaczyłam mu, ale nie oczekuje, że będzie nas akceptował, nie musi!

Obecnie, jesteśmy prawie dwa lata po ślubie. Dwa lata, bez ani jednej kłótni, zwady. Nigdy nie sprzeczający się o rodziców, a po co, każdy z nas ma jakieś niedociągnięcia w rodzinie. Problemy? Mamy! Jak każdy! A może nawet więcej! Od początku los nas nie oszczędzał. Ja mam problemy onkologiczne, mogące się skończyć usunięciem macicy i jajników. Jest to implikacja tej przykrości, która zdarzyła mi się kilka lat wcześniej. Ból, jaki czuje codziennie, jest nie do wytrzymania. Mam problemy z zajściem w ciąże. Mój mąż, ma problemy z męskimi sprawami. Okazało się po czasie, że jako dziecko miał zabieg, który może mieć wpływ na to, czy będzie mógł teraz mieć dzieci. Ani ja, ani on, nigdy nie pomyśleliśmy, aby być z kimś innym, ani, że ślub był pomyłką. Mimo, że rodzina non stop nam to próbuje uświadamiać. Są docinki odnośnie mojej choroby, ostatnio nawet problemów mojego męża. Ale kolokwialnie mówiąc – wisi mi to. Ani mnie, ani jego nie obchodzi zdanie nikogo, poza naszą dwójką. Żyjemy dla siebie. Rodzice, kiedyś odejdą, zostawią nas, a my zostaniemy. Teraz musimy ze sobą współpracować, bo jesteśmy „jedną duszą”. Nie był dnia, aby mój mąż pisał mi milusiego SMSa, jechał, kiedy ma tzw. emergency i trzeba mnie odwieść do domu, bo znów krwawię, ja co wieczór gotuje mu obiadki, aby miał dobrą dietkę, mimo że po kilkudziesięciu godzinach pracy oczy mi się zamykają. To jest poświęcenie się drugiej osobie. On wydłubie oczy moim rodzicom i swoim, jak na mnie coś powiedzą, jak stanę przeciwko każdemu, kto skrzywdzi jego. Kiedyś wydawało mi się, że takie sceny są tylko z bajki i musimy znosić przeciwności losu, aby być w związku. Jest w tym odrobina prawdy, ale w tej całej prawdzie musimy mieć wsparcie naszej drugiej połówki. Nie może być ona jednocześnie naszym powiernikiem i powiernikiem innych przekonań w rodzinie. Jeżeli się kogoś kocha, najmocniej na świecie, przeciwstawisz się całemu światu i pokonasz każdą przeciwność. W momencie zaręczyn już stawiamy sobie obietnice bycia dla siebie, więc już powinniśmy być powiernikiem wspólnych przekonań i zasad. Nie swoich, nie rodziny, tylko naszych. Tylko wtedy małżeństwo jest szczęśliwie, gdy każda ze stron wie, że po powrocie do domu, na kanapie, na łóżku, przy stole, na przyjaciela, a nie wroga, z którym znów trzeba walczyć.Milosc_HD_090

Ze swojej strony polecamy wszystkim parom nauki narzeczeńskie/przedmałżeńskie u ks. Stanisława Orzechowskiego, oczywiście razem z dialogami. Nie zdradzimy Wam, co Orzech zaplanował dla wszystkich Dudusiów, którzy do niego trafiają, ale to, co możemy Wam poradzić: pojedźcie z nim, wyłączcie telefony, odetnijcie się od rodzin, przyjaciół, wujków „dobra rada” i sprawdzcie, czy jesteście dla siebie stworzeni. Po tych dialogach poczujecie w sercach coś, czego nie czuliście. Naprawdę pomogą Wam podjąć odpowiednią decyzję. Owszem, znajdą się Ci, którzy mimo sprzeczności, różnic w poglądach braku powiązania w związku przed ślubem na siłę będę ciągnąć to. Jest to jednak działanie naprzeciw sobie i drugiej osobie, która, jak i my może być bardziej szczęśliwa z kimś innym. Życzymy Wam znalezienia prawdziwej DRUGIEJ POŁÓWKI i takiego szczęścia, jakie nam przyszło poznać. Jesteśmy z Wami :* 

NAMIĘTNE RISOTTO

DSCF1823

Kolorowe_risotto_Kolorowe_3257358

Trzeba przyznać, że już sama nazwa podgrzewa atmosferę i choćby z uwagi na to, że risotto jest potrawą kuchni włoskiej, a to już zobowiązuje. Potrawa ta dość szybko przyjęła się na stołach krajów nie tylko europejskich. Krótko mówiąc, jest potrawą przyrządzaną ze specjalnego gatunku ryżu, podsmażanego na oliwie, a następnie gotowanego z wytrawnym winem i bulionem (lub consomme). Dodatkami mogą być szafran (świetny do wyciągnięcia z ryżu smaku i aromatu), parmezan, świeże masełko.

Ale skąd tak naprawdę risotto wzięło się we Włoszech? Z danych, które wygrzebałam z jednej z książek kucharskich, jaki mam w domu wynika, że risotto zostało sprowadzone do Włoch przez Arabów w X wieku. Kontrolowali oni wtedy Sycylię. Jednakże, Sycylijczycy nie byli chętni do kosztowania białych ziarenek. Ryż wędrował bardzo długo, aż w końcu w XIV-XV wieku w Lombardii powstały pierwsze pola ryżowe. Prawda jest też taka, że to właśnie dzięki temu Lombardyjczycy przetrwali głód w czasie dżumy.DSCF1849

Pomysłów na risotto jest wiele. Ile jego fanów, tyle przepisów. Jedni lubią je bez dodatków, inni wolą sobie dogodzić i urozmaicić jego smak. Łączymy je z mięsem, owocami morza, rybami, warzywami, grzybami. Risotto jest ze specjalnego gatunku ryżu włoskiego – arborio. Owszem, zrobić można potrawę na ryżu białym, basmati, jaśminowym, ale nie ukrywajmy – nie będzie to risotto. Ryż włoski ma duże, owalne ziarenka. Nawet niezbyt wprawione oko 9cab3d62ac9016a6bda9b6bbcef459dc_normalszybko odróżni go od tego ryżu, który mamy w kuchni na co dzień. W naszych sklepach można kupić dwa gatunki ryżu włoskiego: arborio i carnaroli. Spotkałam się na razie tym pierwszy w formie gotowanej. Nie miałam jeszcze przyjemności robić risotto z carnaroli.

Kluczem do dobrego risotto jest przepis i produkty. Nie stosujemy gotowców!!! Są grzechy,  których się nie popełnia, a jednym z nich są gotowce w dobrej kuchni. Weźmy pod uwagę fakt, że jeżeli jesteś tutaj, to pragniesz ugotować coś, dla swojej drugiej połówki, a więc nie ma chodzenia na łatwiznę. Poza tym, można zrobić genialne risotto, które będzie pieściło podniebienie i kubki smakowe, albo po prostu potrawę, która połkniesz po kilku machnięciach widelcem i o niej zapomnisz. My chcemy, aby smak risotto został nam w pamięci na bardzo, bardzo długo. O ryżu już było, to tak drugi składnik. Risotto jest potrawą, w której ryż najpierw trzeba podsmażyć. Broń Boże, aby robić to na naszym polskim oleju rzepakowym, albo innej jego odmianie. Ryż podsmażamy na oliwie z oliwek, ostatecznie maśle klarowanym. Dobrze jest najpierw zeszklić pokrojoną drobno cebulkę, a później dodać do tego ryż. Trzymamy go krótko. Trzy dwino-biale-kieliszeko czterech minut. Tylko, aby skorupka złapała. Kolejnym krokiem jest wino. Bardzo ważny składnik naszego risotto. Owszem, można zrobić je bez wina, ale musimy pamiętać o tym, że wino nadaje tej potrawie wyrazistości, głębi i duszy. Tak! To nie są żarty! Zróbcie sobie kiedyś ryż włoski z winem i później bez wina i porównajcie. Wino musi być dobre, wytrawne i białe. jeden kieliszek to nie taka rozrzutność, więc warto kupić coś niepowtarzalnego. Jeżeli risotto ma zachwycić Twoją drugą połówkę użyj wina dobrego, najlepiej tego samego, które podasz potem do kolacji. Osobiście, używam do tego zabiegu Merlota, w wersji mniej burżujskiej Carlo Rossi. Jednakże, Merlot jest bardziej aromatyczny. Co teraz? Bulion! O tak! Bez niego nie ma risotto. W tej kwestii jestem jednak nieprzejednana – nie uznaje wytworów z kostek, proszku i innych takich “wydziwiasów“. Przecież nie chcemy, aby nasza potrawa nadawała się do śmietnika. Stosując kostki ugotujemy sobie zapychacz żołądka, a nie wykwintne danie. Bulion naturalnie robimy sami. Rybny, warzywny, mięsny, co kto woli. Możemy to uzależnić także, od dodatków, jakie do risotto serwujemy. Przykładowo: risotto z owocami morza gotujemy na bulionie rybnym, a risotto z grzybami na… grzybowym lub warzywnym. Pamiętajmy też o jednej ważnej kwestii – bulion w trakcie gotowania risotto cały czas musi być ciepły!

Jeżeli już ogarnęliśmy te punkty, to musimy pamiętać, że risotto jest potrawą ludzi cierpliwych. Stoimy nad kuchnią i mieszamy dolewając bulionu. Nie biegamy po domu, gadamy z kumpelą przez telefon lub gramy w Playstation. NIE! Jeżeli tak podejdziemy do gotowania tego dnia, to na randkę zamówicie pizzę z baru za rogiem. Bulion się wygotuje, a ryż przywrze do patelni i się spali. Jeżeli nie lubisz stać i mieszać, dobrze, może zrezygnować z mieszania, naprawdę. Jednakże, wtedy możesz zrobić kurczaka w cieście kokosowym, albo carbonarę. Mieszamy drewnianą łyżką. Już dawno wprowadziłam w swojej kuchni zasadę: “won z metalowymi/plastikowymi przyborami do gotowania, bo łapy pourywam“. Kiedy widzę osobę gotującą i mieszającą plastikową łychą to aż mam ochotę strzelić w łeb, nie wiem czy jej, czy sobie, bo tak to boli.

Teraz na koniec – dodatki, przyprawy. Jak myślicie, co lubi risotto? Uwielbia przede wszystkim szafran. Nie jest to tani produkt, ale nieziemsko aromatyczny i finezyjny. Cebulka, o której mówiłam już wyżej. najlepiej, aby była to szalotka. Można dodać tymianek, cząber, natkę pietruszki, czosnek, parmezan, mięso, ryby, warzywa… Improwizuj! Improwizacja jest dobra, pod warunkiem, że produkty dobrane będą z umiarem. Ciekawym sposobem jest także skropienie risotta pod koniec gotowania sokiem z cytryny, aby jeszcze bardziej wzmocnić wytrawny smak.

Mam nadzieję, że większość z Was próbowała już risotta, a jeżeli nie, to w najbliższym czasie pokusi się o jego przygotowanie. Na pewno będzie to miły gest dla Waszej drugiej połówki. Ja osobiście podzielę się dzisiaj z Wami przepisem, który wymyśliłam dla mojego męża, a który on wręcz ubóstwia. Na początku, kiedy go składałam do kupy byłam lekko przerażona składnikami. Hmmm… Risotto i boczniaki jeszcze ujdą, ale do tego łosoś! Toż to nie wyjdzie. Okazało się zupełnie odwrotnie, ale to musicie spróbować sami.

RISOTTO Z BOCZNIAKAMI I PIECZONYM ŁOSOSIEM

200 g ryżu do risotto (Arborio)
100 ml białego wytrawnego wina
450 g boczniaków
2 łyżki masła śmietankowego
1 l bulionu warzywnego lub consome
2 szalotki poszatkowane
pieprz czarny świeżo zmielony
czosnek
ok. 2 łyżki sosu sojowego
majeranek
cząber
suszona pietruszka
starty parmezan
sok z cytryny
300 g surowego łososia
kolendra w liściach, suszona
50 ml hiszpańskiej malagi

DSCF1821

Zacznijmy od łososia. Łososia skraplamy sokiem z cytrynki, nacieramy pieprzem, czosnkiem i ziołami (majeranek, pietruszka). Zostawiamy na godzinkę. Następnie, po tym czasie owijamy go w folii i pieczemy przez 30 min w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni (różnie z tymi piekarnikami bywa, więc polecam po 15 min sprawdzić, jak się mięsko ma, czy nie jest już upieczone, aby nie było za suche, ma być soczyste i miękkie, jasno różowe). A teraz risotto. Zacznijmy od boczniaków. Kroimy jest w kosteczkę. Na patelni z grubym dnem rozgrzewamy łyżkę masła i wrzucamy boczniaki. Dusimy je kilka minut na średnim ogniu, aż puszczą sok. Przyprawiamy sosem sojowym, majerankiem, pieprzem i cząbrem. Boczniaki zdejmujemy z ognia i odstawiamy. Na tej samej patelni rozgrzewamy kolejną łyżkę masła i wrzucamy na nią poszatkowaną, białą cebulkę (sztuk dwie). Smażymy, aż zmięknie na dużym ogniu i się lekko zeszkli (nabierze pomarańczwego odcienia). Dodajemy sosu sojowego (ok. łyżkę). Do cebulki wsypujemy ryż do risotto i smażymy tak 3-5 min. Tak tylko, aby lekko się opiekł. Następnie ryż i cebulę zalewamy winem białym. W tym momencie zmniejszamy ogień (z dużego na średni). Czekamy aż wino odparuje. I tu własnie trzeba naszej cierpliwości. Co jakiś czas mieszamy, możliwie jak najczęściej, aby nić nie przywarło i wino rozeszło się równo pomiędzy ryż. Kiedy już wino odparuje dolewamy bulionu. Po 1-2 średnie chochelki. Czekamy aż odparuje i dolewamy kolejną porcję. Nie mamy określonego czasu gotowania. Gotujemy dopóki ryż nie zmięknie. Ma być miękki, ale nie rozgotowany. W trakcie gotowania dodajemy też szafranu.est on bowiem bardzo intensywny. Można goskruszyć na drobny proszek w moździerzu, jednak łatwiej jest rozpuścić szczyptę przyprawy w filiżance gorącej wody – powstanie wtedy pożądany smak i kolor. Jedna filiżanka wystarcza nawet na 0.5kg ryżu. Kiedy już ryż zmięknie dodajmy wcześniej uduszone boczniaki. Trzymamy jeszcze 5 min mieszając. Dodajemy odrobinę soku z cytryny i kieliszek malagi (to był taki pomysł na szybko, bo bardzo posmakowała mi malaga i okazało się, że całkiem trafiony). Łososia możemy podać osobno lub wymieszać z risotto, wcześniej skraplamy go znów cytryną. Risotto posypujemy startym parmezanem i zdobimy pietruszką.

     DSCF1820

 

Pozdrawiam i życzę smacznego.
Monika Zamłyńska

przepis na risotto z mojej strony: Gotuj&Kropka

KIEDY ZACZYNA SIĘ “ODPOWIEDZIALNOŚĆ” W ZWIĄZKU?

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/4.jpgPamiętacie swoje pierwsze miłości? Ile byliśmy w stanie zrobić dla tej drugiej połówki!? Wyrzec się siebie, uciec z domu, poświęcić swoje życie i wybory. Walcząc o nasz związek potrafiliśmy robić szalone rzeczy, tak szalone, że teraz kiedy o nich myślimy włosy jeżą się na nam głowie. „Ślub z rozsądku? Nigdy! Ja muszę ją/go kochać!” Co niektórzy z Was pewnie pamiętają kłótnie z rodzicami, bójki na podwórku- wszystko w imię miłości. Mieliśmy w sobie tyle odwagi, że potrafiliśmy wywrócić do góry nogami nasz cały świat aby tylko być razem. Czuliśmy moc i siłę walki. Trzymając w ramionach naszą Ukochaną czy Ukochanego czuliśmy, że wygraliśmy, że mamy w dłoniach cały świat, że więcej nam nic nie trzeba. Wiedzieliśmy, że żadna burza czy sztorm życia nie jest w stanie nas nadszarpnąć, ponieważ mamy siebie.

Jestem szczerze ciekawa jak na dzień dzisiejszy wyglądaj te wywalczone związki? Ile z nich się rozsypało, a ile tkwi w codziennym marazmie? Jestem też ciekawa czy są w śród nich takie, które mają się lepiej niż wtedy?

Kiedy ostatni raz będąc w związku małżeńskim pocałowaliście się namiętnie w miejscu publicznym lub trzymając się za ręce przemierzaliście ulice? Kiedy ostatni raz byliście na randce? Przecież kiedyś tak chętnie tego wszystkiego przestrzegaliście?

Kiedy zadaję parom takie pytania na ogół wiem już jaka będzie ich odpowiedz i kto udzieli mi jej pierwszy.  Zawsze na moje pytania odpowiadają pierwsze kobiety. Mają setki tysięcy gotowych odpowiedzi na to, że ich związek jest w opłakanym stanie. Do moich ulubionych argumentów należy: „nie możemy się już tak zachowywać, ponieważ teraz jesteśmy odpowiedzialni, bo jesteśmy rodzicami”.

Szczerze bym chciała wiedzieć jaka szkoła uczy takich mądrości.Zawsze powinniśmy pamiętać, że kiedy wypowiadamy A musimy wypowiedzieć i B. Podążając za tą myślą wychodzi na to, że małżonkowie bezdzietni mogą być nieustannie szaleni w związku i w swojej miłości- bo nie muszą być odpowiedzialni.

Myślę, że powinniśmy sobie zadać pytanie czy jesteśmy szczęśliwi w naszym związku? W jakiej kondycji jest nasza miłość? Czy z pełną świadomością możemy powiedzieć, że rozwija się coraz bardziej, czy raczej jest pokryta popiołem jak włoskie Pompeje?

Nie powiecie mi, że bycie rhttp://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/0.jpegodzicem w tym przeszkadza. Znam wielu mężczyzn, którzy się rozstali i bycie rodzicem nie przeszkodziło im w uganianiu się za przysłowiową spódniczką. Ci sami też mężczyźni będąc do niedawna jeszcze w związkach małżeńskich uważali, że chodzenie z żoną za rękę jest czymś dziwnym, że czasy trzymania za ręce to były w ogólniaku.

Hehe co niektórzy jednak odmłodnieli, bo cofnęli się znów do ogólniaka. Ci sami panowie naśmiewają się, że inni mężowie z 20- letnim stażem, mają w zwyczaju czule szeptać żonie jakieś miłe słowa, a nie widzą, że sami wyglądają jak wyliniałe koty, zmieniające co sezon obiekt swoich westchnień. A raczej są zmieniani, bo prawda jest raczej inna niż opowiadają nasi podrywacze.  

Kiedy publicznie mówię o tym, że wychodzę z moim mężem na randkę, na ogół słyszę od innych tylko negatywne uwagi. Kiedy całujemy się namiętnie na spacerze, odnoszę wrażenie, że robimy coś złego. Coś, co już nam nie przystoi, ponieważ ślubny kobierzec raz na zawsze zabrał nam szaloną miłość. Powinniśmy raczej skupić się tylko i wyłącznie na kaszkach, pampersach i rankingu fotelików samochodowych. Owszem to wszystko jest ważne, ale niestety nie najważniejsze.

Miłość to największa siła jaka istnieje na tym świecie. Siła która nie powinna być sprowadzana tylko do instynktu, niedojrzałości czy tylko macierzyństwa. Łatwo jest kochać swoje dzieci i krewnych. Prawdziwa wielkość ducha pokazuje swoją siłę kiedy jest w stanie oddać swe serce dla de facto obcego człowieka, czyniąc go najważniejszym na świecie.

Nie bez znaczenia mają słowa wielkich myślicieli, którzy wielokrotnie mówili o tym, że jak sprawy najważniejsze są na pierwszym miejscu to reszta doskonale się sama układa. Nasze dzieci pięknie uczą się miłości i poznają jej wielką rangę, kiedy mogą przebywać z szalenie zakochanymi w sobie rodzicami. Jest to dla nich silny fundament, na którym mogą w przyszłości sami budować swoje relacje w związkach.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/7.jpgFatalna kondycja związków małżeńskich odbija się czkawką na nas ale i na naszych dzieciach. Czy zauważacie już pierwsze owoce tak wielu nieudanych związków? Ja zauważam… Jest dla mnie nie pojętym, jak matki krzywdzą swoje dzieci budując między nimi a sobą nierozerwalną pępowinę.Jak matki mogą wymagać od swoich synów aby kochali je najbardziej? Jak młody mężczyzna może mówić do swojej narzeczonej, że bardzo ją kocha, ale zaraz po mamie?

Czy takie relacje są dla Was normalne? Czy związek budowany z tak przekazanymi wartościami ma szanse nie rozpaść się jak domek z kart? Podziwiam jednak w tej całej tragedii wielu młodych ludzi, którzy mimo fatalnych rodzin pracują nas swoim szczęściem i nie chcą powielać rodzinnych błędów. Mam tylko nadzieję, że dotrwają w swoich obietnicach do końca.

Kochani, nie zasłaniajmy się naszymi dziećmi. Nie mieszajmy ich w to. Przecież dobrze wiemy, że to tylko zasłona, dobry pretekst do tego aby nie starać się o nasz związek.

Jeżeli będziemy potrafili zrozumieć, że wbrew obiegowym opiniom, najważniejszą i zdecydowanie najpiękniejszą rolą w życiu człowieka jest rola żony i męża, nasz związek zacznie układać się doskonale a relacje z naszymi dziećmi będą naprawdę szczęśliwie. To od nas  zależy czy będą w podeszłym wieku stać nas będzie na miłosne szaleństwa względem małżonka o wiele większe niż za czasów najbardziej burzliwych nastoletnich miłości. Możemy w ten sposób również pokazać dzieciom, że ich dzieciństwo jest piękne, ale najlepsze dopiero przed nimi.  Nasze dzieci szybko dorosną, mamy więc niewiele czasu aby nauczyć ich tej wielkiej sztuki miłości.

Pozdrawiam, Kasia Skoczylas

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/2.jpg