KIEDY ZACZYNA SIĘ “ODPOWIEDZIALNOŚĆ” W ZWIĄZKU?

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/4.jpgPamiętacie swoje pierwsze miłości? Ile byliśmy w stanie zrobić dla tej drugiej połówki!? Wyrzec się siebie, uciec z domu, poświęcić swoje życie i wybory. Walcząc o nasz związek potrafiliśmy robić szalone rzeczy, tak szalone, że teraz kiedy o nich myślimy włosy jeżą się na nam głowie. „Ślub z rozsądku? Nigdy! Ja muszę ją/go kochać!” Co niektórzy z Was pewnie pamiętają kłótnie z rodzicami, bójki na podwórku- wszystko w imię miłości. Mieliśmy w sobie tyle odwagi, że potrafiliśmy wywrócić do góry nogami nasz cały świat aby tylko być razem. Czuliśmy moc i siłę walki. Trzymając w ramionach naszą Ukochaną czy Ukochanego czuliśmy, że wygraliśmy, że mamy w dłoniach cały świat, że więcej nam nic nie trzeba. Wiedzieliśmy, że żadna burza czy sztorm życia nie jest w stanie nas nadszarpnąć, ponieważ mamy siebie.

Jestem szczerze ciekawa jak na dzień dzisiejszy wyglądaj te wywalczone związki? Ile z nich się rozsypało, a ile tkwi w codziennym marazmie? Jestem też ciekawa czy są w śród nich takie, które mają się lepiej niż wtedy?

Kiedy ostatni raz będąc w związku małżeńskim pocałowaliście się namiętnie w miejscu publicznym lub trzymając się za ręce przemierzaliście ulice? Kiedy ostatni raz byliście na randce? Przecież kiedyś tak chętnie tego wszystkiego przestrzegaliście?

Kiedy zadaję parom takie pytania na ogół wiem już jaka będzie ich odpowiedz i kto udzieli mi jej pierwszy.  Zawsze na moje pytania odpowiadają pierwsze kobiety. Mają setki tysięcy gotowych odpowiedzi na to, że ich związek jest w opłakanym stanie. Do moich ulubionych argumentów należy: „nie możemy się już tak zachowywać, ponieważ teraz jesteśmy odpowiedzialni, bo jesteśmy rodzicami”.

Szczerze bym chciała wiedzieć jaka szkoła uczy takich mądrości.Zawsze powinniśmy pamiętać, że kiedy wypowiadamy A musimy wypowiedzieć i B. Podążając za tą myślą wychodzi na to, że małżonkowie bezdzietni mogą być nieustannie szaleni w związku i w swojej miłości- bo nie muszą być odpowiedzialni.

Myślę, że powinniśmy sobie zadać pytanie czy jesteśmy szczęśliwi w naszym związku? W jakiej kondycji jest nasza miłość? Czy z pełną świadomością możemy powiedzieć, że rozwija się coraz bardziej, czy raczej jest pokryta popiołem jak włoskie Pompeje?

Nie powiecie mi, że bycie rhttp://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/0.jpegodzicem w tym przeszkadza. Znam wielu mężczyzn, którzy się rozstali i bycie rodzicem nie przeszkodziło im w uganianiu się za przysłowiową spódniczką. Ci sami też mężczyźni będąc do niedawna jeszcze w związkach małżeńskich uważali, że chodzenie z żoną za rękę jest czymś dziwnym, że czasy trzymania za ręce to były w ogólniaku.

Hehe co niektórzy jednak odmłodnieli, bo cofnęli się znów do ogólniaka. Ci sami panowie naśmiewają się, że inni mężowie z 20- letnim stażem, mają w zwyczaju czule szeptać żonie jakieś miłe słowa, a nie widzą, że sami wyglądają jak wyliniałe koty, zmieniające co sezon obiekt swoich westchnień. A raczej są zmieniani, bo prawda jest raczej inna niż opowiadają nasi podrywacze.  

Kiedy publicznie mówię o tym, że wychodzę z moim mężem na randkę, na ogół słyszę od innych tylko negatywne uwagi. Kiedy całujemy się namiętnie na spacerze, odnoszę wrażenie, że robimy coś złego. Coś, co już nam nie przystoi, ponieważ ślubny kobierzec raz na zawsze zabrał nam szaloną miłość. Powinniśmy raczej skupić się tylko i wyłącznie na kaszkach, pampersach i rankingu fotelików samochodowych. Owszem to wszystko jest ważne, ale niestety nie najważniejsze.

Miłość to największa siła jaka istnieje na tym świecie. Siła która nie powinna być sprowadzana tylko do instynktu, niedojrzałości czy tylko macierzyństwa. Łatwo jest kochać swoje dzieci i krewnych. Prawdziwa wielkość ducha pokazuje swoją siłę kiedy jest w stanie oddać swe serce dla de facto obcego człowieka, czyniąc go najważniejszym na świecie.

Nie bez znaczenia mają słowa wielkich myślicieli, którzy wielokrotnie mówili o tym, że jak sprawy najważniejsze są na pierwszym miejscu to reszta doskonale się sama układa. Nasze dzieci pięknie uczą się miłości i poznają jej wielką rangę, kiedy mogą przebywać z szalenie zakochanymi w sobie rodzicami. Jest to dla nich silny fundament, na którym mogą w przyszłości sami budować swoje relacje w związkach.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/7.jpgFatalna kondycja związków małżeńskich odbija się czkawką na nas ale i na naszych dzieciach. Czy zauważacie już pierwsze owoce tak wielu nieudanych związków? Ja zauważam… Jest dla mnie nie pojętym, jak matki krzywdzą swoje dzieci budując między nimi a sobą nierozerwalną pępowinę.Jak matki mogą wymagać od swoich synów aby kochali je najbardziej? Jak młody mężczyzna może mówić do swojej narzeczonej, że bardzo ją kocha, ale zaraz po mamie?

Czy takie relacje są dla Was normalne? Czy związek budowany z tak przekazanymi wartościami ma szanse nie rozpaść się jak domek z kart? Podziwiam jednak w tej całej tragedii wielu młodych ludzi, którzy mimo fatalnych rodzin pracują nas swoim szczęściem i nie chcą powielać rodzinnych błędów. Mam tylko nadzieję, że dotrwają w swoich obietnicach do końca.

Kochani, nie zasłaniajmy się naszymi dziećmi. Nie mieszajmy ich w to. Przecież dobrze wiemy, że to tylko zasłona, dobry pretekst do tego aby nie starać się o nasz związek.

Jeżeli będziemy potrafili zrozumieć, że wbrew obiegowym opiniom, najważniejszą i zdecydowanie najpiękniejszą rolą w życiu człowieka jest rola żony i męża, nasz związek zacznie układać się doskonale a relacje z naszymi dziećmi będą naprawdę szczęśliwie. To od nas  zależy czy będą w podeszłym wieku stać nas będzie na miłosne szaleństwa względem małżonka o wiele większe niż za czasów najbardziej burzliwych nastoletnich miłości. Możemy w ten sposób również pokazać dzieciom, że ich dzieciństwo jest piękne, ale najlepsze dopiero przed nimi.  Nasze dzieci szybko dorosną, mamy więc niewiele czasu aby nauczyć ich tej wielkiej sztuki miłości.

Pozdrawiam, Kasia Skoczylas

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/03/2.jpg

KOBIETA JAK TARAN, MĘŻCZYZNA JAK PORCELANA

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2014/02/S.jpg…. to wizytówka naszych czasów.

Mężczyźni coraz częściej czują się słabi, niepotrzebni, niekochani. Żeby ukoić swój lęk przed odrzuceniem, szukają bliskości. Chcą się przytulać, zapalają świece, przygotowują romantyczną kolację… a żona taran – jakby nie dostrzegała całej finezji-zjada w pośpiechu i biegnie do kolejnych swoich zajęć. Mężczyzna czuje się odepchnięty, urażony, przestraszony … zamyka się w sobie i ratuje swoją godność złośliwymi uwagami kierowanymi do żony od czasu do czasu.

Kobieta taran

Zimna, wyrachowana, nieczuła, twarda, niezniszczalna – tak widzi ją mąż.

Wiecznie nie dość dobra, zmęczona, przemęczona, przeciążona, odpowiedzialna za wszystkich. Nie może pozwolić sobie na słabość, bo wtedy się rozklei a przecież to ona wszystko trzyma na swoich barkach. Nie może się rozkleić, nie może być słaba. Musi być silna. Dlatego musi zrezygnować ze swoich potrzeb. Jeśli pozwoli sobie na chwilę przystanąć, żeby podziwiać kwiat, który rozkwitł pięknymi barwami w ogrodzie, to się roztkliwi. A przecież za chwilę ma prowadzić negocjacje w sprawie nowej inwestycji, bo mąż uznał, że ona lepiej to zrobi od niego. Musi więc być twarda. Dlatego udaje, że nie widzi pięknej roślinki. W końcu naprawdę przestaje ją dostrzegać. Odmówiła sobie prawa do własnych potrzeb, do realizacji własnych marzeń, więc zdarza jej się podeptać również cudze marzenia. Bo trzeba być twardym, życie nie rozpieszcza.

– tak widzi siebie ona, kobieta taran.

Jeśli oboje nie włożą wysiłku w zmianę tej relacji, z czasem:

On, utwierdzając się w poczuciu słabości, bycia niepotrzebnym, zejdzie na margines życia rodzinnego. Albo przypłaci to depresją, albo romansem, albo poszuka dowartościowania w karierze zawodowej. W każdej wersji, dla rodziny przestaje istnieć.

Ona, utwierdzając się w poczuciu, że na męża liczyć nie może, założy jeszcze grubszy pancerz i staranuje wszystkich, których napotka na swojej drodze, przy okazji niszcząc samą siebie.

Panowie, żebyście mogli poczuć się silni (tak, potrzebujecie tego poczucia, bez wyjątku), musicie zadbać o to, żeby Wasza żona czuła się przy Was na tyle bezpiecznie, żeby pozwoliła sobie na słabość.  Czasem, pewne zachowania ulegają usztywnieniu i ciężko jest je zmienić. Ale bądźcie pewni, że im bardziej kobieta zdaje się być silna, zdystansowana, chłodna, tym więcej lęku tłumi w sobie. Tym bardziej potrzebuje opieki i poczucia bezpieczeństwa. Nawet, jeśli tę opiekę odrzuca.

Jeśli pewne schematy zachowań uległy skostnieniu, niełatwo będzie je zmienić. Jest to zwykle możliwe w procesie terapii, jeśli tylko jest ku temu motywacja.

Kobieta taran, to w środku krucha porcelana. Ubrała się w pancerz, bo nie czuje się bezpiecznie. Czy potraficie Panowie kochać na tyle mocno, żeby ten kolczasty pancerz delikatnie zdjąć i później chronić delikatną porcelanę?

Marta Mauer- Włodarczak

***

Marta Mauer- Włodarczak, psycholog i psychoterapeuta. Założycielka Poradni psychologicznej SENSiTy w Warszawie, którą tworzy zespół profesjonalistów różnych specjalizacji – psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów, logopedów i seksuologów. Prywatnie jest szczęśliwą żoną i mamą trójki dzieci.

Więcej artykułów autorstwa Marty możecie znaleźć na jej blogu oraz na stronie poradni SENSiTy.

MAŁŻEŃSTWO JEST JAK… PUDEŁKO CZEKOLADEK!!!

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/12/1.jpgW przeciągu tygodnia trzy osoby zapytały mnie, czym dla mnie jest małżeństwo? Cóż… jest to trudne pytanie, często wymagające złożonej odpowiedzi. Długo nad nim myślałam, starając się wybrać najlepszą ale i najbardziej trafną odpowiedz.

Małżeństwo nie jest- jak to niektórzy oceniają piękną przyjaźnią, ponieważ sama tylko przyjaźń niejako by spłycała tą niesamowitą więź. Nie jest też instytucją, która powinna nauczyć nas dojrzałości i powagi, ponieważ małżeństwo nie może tłumić i hamować tej siły, którą jest miłość, miłość która sprawia, że „nas nosi”. Najważniejszą sprawą w małżeństwie nie jest również rodzicielstwo, ponieważ obok ważnej kwestii bycia rodzicem, jest ono znacznie wyżej usytuowane.

Kochani, małżeństwo nie jest niczym innym jak pudełkiem najlepszych belgijskich czekoladek. Pytacie dlaczego? Dlatego, że to właśnie od was zależy czy wybierzecie doskonałe belgijskie pralinki czy skusicie się raczej na ich tani mleczno- podobny zamiennik. To również od was zależy czy w waszym pudełeczku znajdą się pralinki marcepanowe, nugatowe, orzechowe czy wiśnia w słabej jakości likierze. Czy stać nas na takie małżeństwo? To tak samo jak z pytaniem – czy stać nas na belgijskie czekoladki. Odpowiedz jest jednoznaczna- tak samo jak możemy dostać belgijskie czekoladki, tak samo możemy osiągnąć cudowne małżeństwo. Pytanie tylko, co jesteśmy w stanie zrobić i ile poświęcić spraw mniej ważnych, by je zdobyć. Są tacy, którzy są w stanie zrobić wszystko dla drugiej połówki i swojego małżeństwa, i ci właśnie będą się rozkoszować smakiem najlepszych „belgijskich” czekoladek. Znam też takich co poświęcają swój wysiłek własnemu egoizmowi i sprawom mniej ważnym i ci mają wątpliwą przyjemność smakowania czekolado- podobnych tanich podróbek.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/12/3.jpgDegustacja wyśmienitej czekolady jest jedną z najlepszych życiowych przyjemności. Degustując czekoladę angażujemy nasz wzrok– podziwiając czekoladowe dzieło sztuki, słuch– nasłuchując w podekscytowaniu charakterystyczny trzask pękającej  czekolady. Zapach czekoladek jest dla wielu z nas jednym z piękniejszych zapachów, któremu może jedynie dorównać ich rozkoszny smak, najlepszy kiedy delektujemy się nim spokojnie, starając się poznać każdy najdrobniejszy składnik wspaniałej czekoladki. Po tak udanej uczcie pozostaje nam tylko zapamiętać ten boski smak na wieki i zabrać się do odkrywania innych również niesamowitych smaków z naszego belgijskiego pudełeczka.

Myślę, że doskonałym sposobem na udane małżeństwo jest odkładanie na belgijskie pralinki już w wieku młodzieńczym, kierując się zasadą, że pewne dobra można mieć tylko doskonałej jakości lub nie mieć ich wcale.Często w życiu wolimy iść na łatwiznę i za małą cenę obkupić się- kierując się zasadą nie ważna jakość tylko ilość, oraz ulegając nieprzemyślanym impulsom.

Ja długo poszukiwałam swoich słodkości. W gąszczu wielobarwnych i wielokształtnych czekoladowych figurek znalazłam moje wymarzone pralinki. Konsumuję je tak już któryś rok z rzędu i muszę przyznać, że ich smak się jeszcze nie powtórzył. Uwielbiam za każdym razem dostawać się do tego naszego pudełeczka i rozgryzać tę małżeńską tajemnicę po ostatnią czekoladkę, mając przy tym świadomość, że nigdy nie wyjem wszystkich pralinek do końca.
Myślę, że traktując nasze małżeństwo jak najlepsze belgijskie słodkości,  jesteśmy w stanie otrzymać w zamian same korzyści.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/12/2.jpgMyślicie pewnie, że to banalne… tak, tak znam te powiedzonko „życie jest jak pudełko czekoladek- nigdy nie wiesz na co trafisz”. Myśląc niestety w taki sposób nigdy nie będziemy w stanie mieć naprawdę udanego związku, ponieważ aby być razem szczęśliwym, trzeba otworzyć serce ale i głowę na naszą drugą połówkę. Życzę wam z całego serca aby każdemu z was nowy dzień rozpoczął się od niezwykle podniecającego buszowania po skrzyneczce z drogocennymi czekoladowymi skarbami, zatrzymując się tylko na chwilę, rozpakowując małżeńskie „czekoladki”  z delikatnego pergaminku lub złotka a kończąc na rozkosznym długim uczuciu bycia najszczęśliwszym na świecie.

Muszę przyznać, że czekoladki wiele namieszały w moim życiu, ponieważ inspirując mnie, zmieniły nasze małżeństwo w jedną wielką czekoladową paterę.

Pozdrawiam oraz tradycyjnie udostępniam muzyczną inspirację,

Kasia Skoczylas

CHCĘ ZASŁUŻYĆ NA TWOJĄ MIŁOŚĆ…

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/11/111.jpgSzczęśliwy związek to taki, w którym mąż i żona kochają po równo

W związku, w którym jedna strona jest mniej zaangażowana, pojawia się dysproporcja. Ta dysproporcja rośnie z roku na rok. W końcu związek albo się rozpada, albo rozwija się relacja zależna, w której jedno z małżonków codziennie próbuje zasłużyć na miłość drugiego.

Uwaga: na miłość się nie zasługuje. Miłość jest bezwarunkowa!

Strona, która pragnie zasłużyć na miłość rezygnuje ze swoich potrzeb, całkowicie koncentrując się na zaspokojeniu potrzeb partnera. Wierzy, że jej potrzeby zostaną zaspokojone, kiedy w końcu uda jej się zasłużyć na miłość. Każdego dnia wkłada dużo pracy, aby zadowolić partnera, ale wbrew oczekiwaniom, jej starania z każdym dniem są coraz mniej zauważane, a ona czuje się coraz bardziej samotna.I co wtedy robi? Dokłada jeszcze większych starań, aby na tę miłość zasłużyć…. w rezultacie nierzadko zostaje porzucona.

To niestety częsty scenariusz. Choć na pozór wydaje się pozbawiony logiki, ma bardzo jasną przyczynę i skutek.

Jeśli ja siebie nie szanuję inni też nie będą mnie szanować

Chodzi o równowagę. Jeśli uważam, że mój partner jest generalnie mądrzejszy, sprawniejszy, ładniejszy i ogólnie lepszy, to automatycznie stawiam siebie na niższej pozycji.A skoro jestem gorsza/gorszy to znaczy, że mój partner może znaleźć sobie kogoś lepszego, kto dorównuje mu pod względem atrakcyjności. Dlatego staram się wynagrodzić partnerowi moje, zwykle nieistniejące, braki.

Będąc przekonanym o swojej gorszości nie mam odwagi stawiać partnerowi wymagań. Czasem cichutko coś zasugeruję, ale widząc jego niezadowolenie, szybko wycofuję się ze swoich oczekiwań. Tą drogą przekazuję partnerowi informację, że może robić co chce, byle ze mną był.

W ten sposób partner ma podane wszystko na tacy, nie musi o nic zabiegać. A jak wiemy, to, co otrzymujemy bez wysiłku nie stanowi dla nas wartości.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/11/222.jpgWspółmałżonek to luksus, o który trzeba dbać

Czym są dobra luksusowe? Dobra luksusowe często nazywamy ekskluzywnymi, dlatego, że tylko niewielka grupa osób może się nimi cieszyć. Dzieje się tak dlatego, że luksus kosztuje dużo wysiłku (pracy, czasu, pieniędzy, wyrzeczeń itp.). Jeśli stajemy się unikalnymi posiadaczami czegoś, co uważamy za luksusowe, zwykle bardzo o to dbamy i doceniamy, bo wiemy, że strata tego dobra byłaby dla nas bolesna.Natomiast, kiedy posiadamy coś, co zdobyliśmy bez wysiłku i na wyciągnięcie ręki mamy wiele podobnych rzeczy, to nie chce nam się o to dbać.Jeśli taki na przykład samochód marki Lexus, kosztowałby tyle co fiat, to mało kto by go docenił. Bo prawie każdy mógłby sobie na niego pozwolić i stałby się zbyt pospolity.

Tak samo jest w związku. Jeśli wiemy, że nie musimy się starać, a wszystko, czego potrzebujemy mamy podane na tacy, to przestajemy to doceniać. Czasem, wręcz zaczynamy uznawać, że to wszystko nam się po prostu należy i nie widzimy niczego szczególnego w staraniach partnera. Co gorsza, partner przestaje być dla nas atrakcyjny. Wydaje nam się jakiś taki nijaki, bez charakteru, nudny. Właśnie dlatego, że nie wymaga od nas praktycznie niczego. Żadnego poświęcenia, żadnego wyrzeczenia, żadnego starania. Jest na skinięcie palcem, czym zaczyna w pewnym momencie wzbudzać naszą irytację.

Partner nie zaspokaja moich potrzeb

W terapii małżeńskiej często pada zarzut: „partner nie zaspokaja moich potrzeb”. Wtedy pytam: ” A jakie są Pani/Pana potrzeby?” , Zapada cisza „….”

No i jak ten biedny współmałżonek ma zaspokoić nasze potrzeby, skoro sami ich nie znamy i sami nie wiemy jak je zaspokoić?

Problem polega na tym, iż oczekujemy od współmałżonka, że on odmieni nasze życie. Po części tak, ale istnieje małe prawdopodobieństwo, że domyśli się czego potrzebujemy. Bardziej prawdopodobne jest to, że zacznie nas uszczęśliwiać na swój sposób, co zwykle odnosi odwrotny skutek. Często jest też tak, że jeśli nie komunikujemy swoich potrzeb lub nie potrafimy o nie zawalczyć, to współmałżonek dochodzi do wniosku, że my niczego nie potrzebujemy, więc on nie widzi potrzeby jakiegokolwiek działania.

Niewypowiedziane zasady funkcjonują przez lata

Tak sytuacja wygląda na początku małżeństwa. Ale z upływem czasu zaczyna się tworzyć status quo. Niepisane zasady stają się częścią życia codziennego i z każdym rokiem coraz trudniej jest je zmodyfikować. Nie dziwi mnie więc, że pary, które przychodzą do mnie na terapię par, często narzekają, że drugiej stronie przestało zależeć. I rzeczywiście, tak to może z zewnątrz wyglądać.Ale jeśli przez długi czas partner nie musiał robić nic a dostawał w zamian wszystko, to nic dziwnego, że teraz zaczyna się buntować, że nagle czegoś od niego wymagamy. On czuje się po prostu oszukany. Przez lata funkcjonował w pewnym układzie i nagle druga strona żąda zmiany zasad. Wstrząs!
Takie sytuacje dowodzą tylko tego, że oczekiwanie, iż druga strona domyśli się, czego potrzebujemy i dodatkowo domyśli się w jaki sposób nasze potrzeby zaspokoić, jest mało realne i jest prostą drogą do cierpienia.

Jeśli chcemy, aby nasze potrzeby zostały zaspokojone, to w pierwszej kolejności sami musimy dać sobie do nich prawo

Jeśli sam o siebie nie dbam, to daję współmałżonkowi do zrozumienia, że tak mi jest dobrze i niczego więcej nie potrzebuję.

Problem dotyczy głównie kobiet i matek. Zwykle narzekają, że nie mają dla siebie czasu. Ale w większości przypadków prawda jest taka, że one same rezygnują z czasu dla siebie, bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia lub ktoś ważniejszy do zaopiekowania.Tak, zgadzam się. Dzieci są ważne, mąż jest ważny, ale zazwyczaj zostaje zatracona równowaga. Wszyscy są ważni poza żoną i mamą. Tylko, że tak dzieje się w dużej mierze na jej własne życzenie.

Drogie Panie, przyjrzyjcie się sobie z pełną uczciwością. Czy naprawdę świat się zawali, jeśli dziecko raz na jakiś czas pójdzie do szkoły w lekko przybrudzonej czy pomiętej bluzce, a przygotowaniem kolacji zajmie się mąż? W ten sposób wygospodarujecie pół godziny na aromatyczną kąpiel, czy ulubioną lekturę. W ten sposób pokarzecie reszcie rodziny, że jesteście warte tej choćby półgodzinnej przerwy. W ten sposób uczycie swoje dzieci szacunku do siebie samej i do nich samych. Pokazujecie im, że trzeba kochać siebie samego, bo inaczej nie można być szczęśliwym. W ten sposób pokazujecie mężowi, że jesteście wartościowe, bo same wierzycie w swoją wartość. W ten sposób zapisujecie nowe zasady w małżeńskiej umowie. Żebym była szczęśliwa i uśmiechnięta, potrzebuję czasu dla siebie, a Ty w tym czasie proszę zajmij się dziećmi.

Wierzcie lub nie, ale to jest najprostsza metoda do podniesienia poczucia własnej wartości w oczach swoich i partnera.A poczucie własnej wartości i szacunek dla siebie samego to podstawa zdrowej relacji z drugą osobą.

Marta Mauer- Włodarczak

***

Marta Mauer- Włodarczak, psycholog i psychoterapeuta. Założycielka Poradni psychologicznej SENSiTy w Warszawie, którą tworzy zespół profesjonalistów różnych specjalizacji – psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów, logopedów i seksuologów. Prywatnie jest szczęśliwą żoną i mamą trójki dzieci.

Więcej artykułów autorstwa Marty możecie znaleźć na jej blogu oraz na stronie poradni SENSiTy.

CZY OKAZYWANIE SOBIE CZUŁOŚCI TO POWÓD DO WSTYDU?

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/10/1.jpgKiedy byłam małą dziewczynką, oglądając stare filmy marzyłam o tym aby jak najszybciej dorosnąć, poznać miłość swojego życia, pobrać się, i aby móc już na zawsze chodzić z nim za rękę czy całować się już bez ograniczeń na ławce w parku.

Lata zleciały szybko. Poznałam miłość mojego życia, potem były szybkie zaręczyny na trzeciej randce, ślub po pół roku. Wszystko toczyło się jak w bajce, Ukochany szepcze mi codziennie do ucha, że kocha mnie najbardziej na świecie, rozpieszcza, nosi na rękach,  jest swego rodzaju afrodyzjakiem, który swoim zachowaniem sprawia, że chcę mu oddać w zamian jeszcze więcej ciepła i czułości.

Często podróżując lub korzystając po prostu z różnych usług, robiąc zakupy, będąc u lekarza, słyszę od ludzi, że jesteśmy niesamowitą parą. Że nie ma już takich ludzi. Że to niesamowite, że w dzisiejszych czasach można tak sobie ufać i tak mocno o siebie zabiegać. I doszło do mnie wtedy, że kiedy ja tak sobie szczęśliwie kwitnę w małżeństwie, świat którego tak pragnęłam, nagle oszalał… albo zwyczajnie się zmienił.

W dzisiejszym świecie mężczyzna nie jest już ani męski ani tym bardziej romantyczny. Obciachem stało się pocałowanie kobiety w dłoń, czymś niesmacznym i bezczelnym jest publiczny pocałunek małżonków a dziecinadą szeptanie sobie czułych słów.

My kobiety nie jesteśmy lepsze. Nie chcemy odbierać tzw. publicznych umizgów od płci przeciwnej ponieważ jak głoszą strażnicy faryzejskiej przyzwoitości: „matce to już nie przystoi, aby zachowywała się jak podlotek” lub uważamy, że zagraża to naszemu biznesowemu wizerunkowi, a nawet znam przypadek, gdzie może to zniesmaczyć  przyjaciółkę.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/10/2.jpgNieliczni, zarówno Panie jak i Panowie, skupili się bardziej na okazywaniu czułości swoim dzieciom niźli swoim połówkom. Czymś postrzeganym za infantylność jest czuły sms do żony, czy wpis na facebooku przy jednoczesnym braku wstydu i jakichkolwiek hamulców do okraszania zdjęć czy innych pamiątek rodzinnych rozkosznymi jak prosie w deszczu cytatami „jeśtem śtrażakiem” lub „jeśtem śinkiem tatuśia”. No nie wiem co jest bardziej infantylne…

Faceci zaczynają chodzić w damskich ciuchach, kobiety kreują się na mężczyzn. Uparcie pragniemy być inni, niepowtarzalni, najlepsi. Szczerze? Kojarzy mi się to z zaprawą wrzucaną do betoniarki. Wrzucamy kilka składników do wielkiego bębna maszyny, włączamy guzik i się kręci, po czym mamy już gotowy produkt- nas samych- nijakich, mimo że upstrzonych jak papugi, lecz wbrew udawanej oryginalności – takich jak wszyscy inni, a w sercach nijakich.

Zastanówcie się spokojnie nad waszymi związkami.  Czy tego waśnie chcieliście? Czy w chwili kiedy nie myślicie tylko o sobie, dzieciach, pracy, pieniądzach pomyśleliście o swojej drugiej połówce? To, że ona milczy nie oznacza, że akceptuje pewne zachowania. Często milczy bo nie ma już siły, bo odpuściła sobie lub po prostu boi się ciągnąc temat.

http://fabrykakobiecosci.com.pl/wp-content/uploads/2013/10/5.jpgMyślę, że w definicji prawdziwej kobiety oraz prawdziwego faceta powinno się zawrzeć okazywanie czułości. Publiczne okazywanie czułości jest wielkim darem dla tej drugiej strony, darem który bardziej niż milion słów jest w stanie utwierdzić nas w miłości, dodać siły, poczuć się naprawdę najważniejszym.

Wielu mężczyzn uważa, że publiczne okazywanie czułości ośmiesza ich oraz czyni ich pantoflami i przysłowiowymi ciapami. Nic bardziej mylnego. Dla mnie prawdziwy mężczyzna to ten, który nie patrząc na innych odważnie całuje swoją kobietę, szepcze jej do ucha, stawia za wzór i obnosi się z czułością wobec niej, nie wstydzi się publicznie stawiać ją na piedestale. Uważam tak, ponieważ dzisiaj trzeba nie lada odwagi i siły charakteru, aby będąc już zupełnie dojrzałym emocjonalnie człowiekiem, nie bać się pokazać całemu światu swojego największego skarbu- współmałżonka.

Kochani miłość to największa siła, i tylko najmocniejsi są wstanie w pełni z niej korzystać. Świat jest dla nas, nie my dla świata. Zacznijmy zastanawiać się na poważnie nad tym co w życiu naprawdę się liczy- nasze szczęście- czy pochlebne zdanie o nas tych stróżów fałszywej moralności, którzy raczej sami powinni ze wstydem ukrywać własny brak czułości wobec drugich połówek.

Traktujmy swojego współmałżonka z tak samo jak byśmy chcieli być traktowani, patrzmy na niego z takim samym żarem w oczach jak byśmy pragnęli aby na nas patrzył, zwracajmy się do niego tak, ja pragniemy aby on przemawiał do nas. Praca nad związkiem zawsze trwa, ale efekty, jak sami zobaczycie są bezcenne.

Pozdrawia, Kasia Skoczylas

***

MĘSKI PUNKT WIDZENIA

Brak czułości, szczególnie dotkliwy jest tam gdzie ta czułość powinna być zdecydowanie największa tj. po ślubie (i z każdym rokiem małżeństwa powinna rosnąć, a nie maleć) ma w mojej opinii swoje podłoże w kryzysie męskości i kobiecości, a wręcz w kryzysie człowieczeństwa. Z jednej strony powodem jest lenistwo – okazywanie sobie czułości wymaga dojrzałej i konsekwentnej pracy nad jakością związku. Z drugiej strony brak odwagi – publiczne okazywanie czułości w małżeństwie wymaga silnego charakteru – trzeba to bowiem czynić nierzadko wbrew negatywnej opinii ludzi złej woli. Z trzeciej strony jest to zaburzone postrzeganie tego co dobre i tego co złe – często spotyka się ludzi, którzy uwierzyli obrońcom fałszywej moralności, iż publiczna czułość jest czymś nieprzyzwoitym. Tak naprawdę jest jednak odwrotnie – gorszący jest widok „przyzwoitych” i powściągliwych małżonków, którzy publicznie traktują siebie z dystansem dając najgorsze możliwe świadectwo o miłości małżeńskiej. O ileż lepsze jest świadectwo szalejących za sobą małżonków – ci są zachętą dla innych i żywym dowodem na to, że prawdziwa miłość rozwija się i nieustannie rośnie dopiero po ślubie.

Jakub Skoczylas